Wpisy z tagiem: rzeźba pełna

czwartek, 03 listopada 2011
Królowie z Villa dei Papyri

W ostatnie wakacje spełniłam jedno z moich marzeń: pojechałam na południe (no, nie to najdalsze jeszcze) Italii i zobaczyłam muzeum archeologiczne w Neapolu, a także Pompeje, Herkulanum i Paestum. Neapol - to także konieczność naukowa, jako że znajduje się tam jedna z najważniejszych kolekcji rzeźby, wspaniale zachowane brązy i marmury z Villa dei Papyri w Herculanum, a wśród nich spora liczba portretów władców hellenistycznych. I tak widziałam już na własne oczy kolejne pozycje z doktoratowego katalogu, jak na przykład takie (wszystkie są rzymskimi kopiami - z I w. n.e. greckich oryginałów z III-I w. p.n.e.):

Ptolemeusz II Filadelfos

Ptolemeusz II Filadelfos (308-246)?, król Egiptu
główny twórca kulturalnej potęgi Aleksandrii, jego dynastyczny przydomek (miłujący siostrę) odnosi się do małżeństwa z rodzoną siostrą Arsinoe II Filadelfos, która następnie stała się boską patronką dynastii Ptolemeuszy (Lagidów), rządzącej Egiptem do 30 r. (Kleopatra VII)
portret dawniej był uważany za jego potomka, Ptolemeusza IX Sotera II Lathyrosa (140-80)

Demetriusz Poliorketes

Demetriusz Poliorketes (337-283)
król Macedonii, drugi z dynastii Antygonidów
przez większość swojego panowania tak naprawdę władał głównie flotą
portret był niegdyś uważany za podobiznę Aleksandra Wielkiego

Pyrrus

Pyrrus z Epiru (319-272), z dynastii Molossów
uważany za najwybitniejszego wodza po Aleksandrze, znany głównie z "pyrrusowych zwycięstw" - z powodu braku funduszy nie zdołał pokonać Rzymian
zgubiła go de facto pycha - żeby wprowadzić oddział słoni bojowych (w założeniu potajemnie) do Argos, kazał nocą burzyć bramę, co wywołało zamieszki w mieście, którego urzędnicy umówili się z Pyrrusem bez konsultacji z mieszkańcami; w trakcie zamieszek Pyrrus zginął

Filetajros

Filetajros (ok. 343-263), król Pergamonu
zanim obwołał się królem, tworząc nowe królestwo w Pergamonie, służył kolejnym Diadochom (następcom Aleksandra): Antygonowi Jednookiemu, królowi Macedonii, Lizymachowi, królowi Tracji, Seleukosowi, królowi Babilonii/Syrii
wedle części historyków był eunuchem i dlatego nie pozostawił potomków, przekazując tron swemu siostrzeńcowi, Eumenesowi z linii Attalidów

Nikomedes

Nikomedes I (ok. 300-ok. 250), król Bitynii
Bitynia była niewielkim królestwem hellenistycznym w północno-zachodniej Azji Mniejszej, wyodrębnionym z królestwa Tracji po śmierci Lizymacha
dynastia bityńska była wedle źródeł pochodzenia trackiego, z tej dynastii wywodził się między innymi król Nikomedes IV, z którym miał mieć romans młody Juliusz Cezar, a dalekim potomkiem królów Bitynii był Antinous, miłość życia cesarza Hadriana

wtorek, 26 kwietnia 2011
Złodziej pioruna

Ponieważ "Antiquitates" doczekały się polecenia czytelnikom tłumaczonej przeze mnie serii o przygodach Percy'ego Jacksona (na forum poświęconym książkom dla dzieci i młodzieży), od dziś przez kolejne pięć wpisów obrazkowy prezent dla fanów tej książki - ilustracje do poszczególnych tomów. Dziś - postacie ze "Złodzieja pioruna".

Zeus

Zeus z piorunem, który przedstawiano najczęściej jak rodzaj walca ze stożkowatymi zakończeniami lub też - jak tutaj, dodatkowo wygiętego, a także jako wiązkę strzał (np. na monetach dynastii Ptolemeuszy rządzącej w Egipcie w epoce hellenistycznej, III-I w. BC).
Figurka brązowa, z Koryntu okres archaiczny (ok. 530 BC).
Monachium, Gliptoteka

Meduza Rondanini

Jeden z najsłynniejszych "gorgonejonów" czyli głów Meduzy. Gorgonejony chętnie umieszczano na domach i świątyniach, a także na wazach - podobnie jak większość przedstawień potworów miały one charakter apotropaiczny czyli odstraszający złe duchy.
Tzw. Meduza Rondanini (nazwy umowne pochodzą od dawnych kolekcji),
kopia hellenistyczna lub rzymska wczesnocesarska oryginału z ok. 440 p.n.e.
Monachium, Gliptoteka

Chimera już była, nie tak znów dawno, a przy okazji były też pegazy.

Ares

Ares nie był bogiem bardzo popularnym, prawdopodobnie pierwotnie w ogóle nie należał do panteonu helleńskiego, ale przywędrował do Greków z Tracji albo innej "dzikiej" krainy, dlatego w literaturze często uosabia cechy barbarzyńskie. Niemniej w sztuce - zwłaszcza od epoki klasycznej (V-IV w. p.n.e.) - przedstawiany jest najczęściej jako melancholijny, zamyślony, piękny młodzieniec, raczej wybranek Afrodyty niż główny rywal Ateny.
Głowa w typie Aresa Borghese, kopia rzymska oryginału z V w. p.n.e., być może dłuta Alkamenesa, ucznia Fidiasza.
Monachium, Gliptoteka

sobota, 01 stycznia 2011
Ach, ci mężczyźni

Sylwester przegadany między innymi o atrakcyjności vs nieatrakcyjności rozmaitych panów grających w ulubionych serialach... Nie miejsce tu na taki ranking, więc postanowiłam zrobić w ramach noworocznego odpoczynku malutkie i całkowicie subiektywne zestawienie trzech najatrakcyjniejszych antycznych posągów - z pominięciem jednakowoż tych pokazujących postacie historyczne, żeby nie być posądzoną o nieobiektywizm ze względu na osobiste sympatie i względy pozaartystyczne. W konkursie wzięły ponadto udział jedynie posągi zachowane mniej więcej w całości - z wyłączeniem samych głów... No i od razu mogę dodać, że mój skądinąd ukochany Hermes Praksytelesa jest najpiękniejszy, ale niekoniecznie "sexy" ;) No i właściwie spełniło się coś, co mogłam przewidzieć: wygrywa okres późnoklasyczny (IV w. BC).

Miejsce III - Apoksjomenos Lizypa

Apoksjomenos

Miejsce II: Meleager Skopasa (bez listka...)

Meleager

Miejsce 1: Ares z kolekcji Ludovisi, przypisywany Leocharesowi

Ares Ludovisi

Miejsce 1: Palazzo Altemps, Rzym; miejsce 2 i 3: Musei Vaticani, Rzym

wtorek, 26 października 2010
Krowa i świnia

Z wielu anegdot o artystach wiemy, że starożytni cenili realizm posunięty do iluzoryzmu. Greccy malarze późnej epoki klasycznej rywalizowali o to, kto lepiej "oszuka oko"; słynny Zeuksis, który namalował winogrona tak realistycznie, że ptaki zlatywały się, żeby je dziobać, uznał się za pokonanego przez Parrasjosa, kiedy ten namalował zasłonę, a Zeuksis poprosił go, żeby ją odsunął, chcąc zobaczyć, co się za nią kryje - oszukanie człowieka uznał za większe dokonanie niż oszukanie zwierząt. Niestety z greckiego malarstwa zachowało się dramatycznie mało, a to, co znamy, zwłaszcza czwartowieczne malowidła z macedońskich grobowców, świadczy o tym, że malarzom nieobce było podejście, które dziś nazwalibyśmy "impresjonistycznym" - ich realizm był najwyraźniej bliższy Monetowi niż osiemnastowiecznym klasycystom. Zachwycano się jednak również rzeźbami, które były "jak żywe". Największe emocje pod tym względem budziły dzieła Myrona, artysty wczesnoklasycznego (połowa V w. BCE), autora między innymi słynnego, zatrzymanego w ruchu Dyskobola. Rzeźbiarz ten chętnie wykonywał również wizerunki zwierząt - o jego Krowie poeci hellenistyczni (a więc kilka stuleci późniejsi) pisali epigramaty, zachwycając się jej niezwykłym realizmem. Wiadomo, że wyrzeźbił również m. in. psa i szarańczę. Rzymianie chętnie kopiowali te przedstawienia zwierząt, ale można się domyślać, że ich marmurowe kopie są ledwie odbiciem życia, jakie byli w stanie tchnąć w swoje brązy artyści greccy. Niemniej, pomijając kopię Krowy Myrona, jest jedna rzeźba rzymska, przedstawiająca zwierzę, która mnie absolutnie zachwyciła, właśnie bezpretensjonalnym realizmem. Jest to Maciora z prosiętami (tzw. Maciora z Laurentium) ze zbiorów kopenhaskiej Ny Carlsberg Glyptotek, datowana na I/II w.

Krowa Myrona

Rzymska kopia Krowy Myrona, Musei Capitolini, Rzym

Maciora z Laurentium

Maciora z Laurentium

Maciora z Laurentium

Maciora z Laurentium, Ny Carlsberg Glyptotek, Kopenhaga

sobota, 04 września 2010
Minerwa z Poitiers

Ozdoba kolekcji Le musée Sainte-Croix w Poitiers i chyba najpiękniejsza rzeźba, jaką widziałam we Francji. Efekt przymusowego przystanku we francuskim regionie Poitou, spowodowanego awarią samochodu. Zwiedziłyśmy mnóstwo okolicznych stanowisk i muzeów z pozostałościami rzymskimi - było warto. A ta rzeźba, znaleziona w ruinach domu rzymskiego przy ulicy Paul Bert w Poitiers, to pierwsza liga rzymskiej rzeźby. Jest to prawdopodobnie archaizująca kopia oryginału greckiego z V w. BCE, sama datowana na I/II w. CE, bardzo wysokiej jakości artystycznej.

Minerwa z Poitiers Minerwa z Poitiers

Minerwa z Poitiers

środa, 28 lipca 2010
Apollo z Kassel

Notatki z podróży: po drodze do Anglii krótki przystanek w Kassel - z powodu tej rzeźby, choć poza tym jest tam jeszcze trochę niezwykle pięknych zabytków. Ale to jest jedna z najważniejszych rzeźb na świecie: rzymski marmurowy posąg, uważany za w miarę wierną kopię Apollina o przydomku Parnopios ("od szarańczy"), dłuta Fidiasza. O takiej rzeźbie stojącej na ateńskiej Akropolis wspomina Pauzaniasz, pisząc również, że została ufundowana jako wotum za odwrócenie plagi szarańczy. To zupełnie inny Fidiasz niż monumentalne posągi chryzelefantynowe Zeusa Olimpijskiego czy Ateny Parthenos: Apollo był po prostu rzeźbą brązową, w rękach trzymał prawdopodobnie szarańczę i łuk. Kopia została znaleziona w XVIII wieku w ruinach willi cesarza Domicjana pod Rzymem i stanowi jeden z najlepszych zabytków rzymskiej sztuki rzeźbiarskiej.

Apollo z Kassel Apollo z Kassel

Antikensammlung Kassel, Schloss Wilhelmshöhe

sobota, 22 maja 2010
Poczet filozofów

Nie bardzo mam czas na pisanie poważniejszych notek, ponieważ na poważnie muszę się zajmować (w dodatku w tempie ekspresowym) zagadnieniem portretu hellenistycznego. A z portretem w sztuce greckiej to jedna wielka niewiadoma - nawet w wydawałoby się realistycznej rzeźbie hellenistycznej nie mamy pewności, że oddawano wiernie rysy przedstawianych ludzi. Na dodatek często "portrety" powstawały sporo lat po śmierci modela - i nie mówię tu tylko o wizerunkach Homera czy Safony z epoki klasycznej. A zatem mała prezentacja trzech pokoleń wielkich ateńskich filozofów: Sokratesa, Platona i Arystotelesa. Największe szanse na "fizjonomiczność" ma ten ostatni, aczkolwiek wygląd Sokratesa wydaje się podobny do wzmianek o nim w źródłach. Z Platonem trochę kłopot, bo ponoć miał być bardzo pięknym fizycznie mężczyzną, a wizerunek jakoś nie bardzo to podpowiada... Wszystkie te rzeźby są rzymskimi kopiami oryginałów greckich, które zapewne były brązowe i przedstawiały całą postać. Na okrasę więc brązowa figurka niezidentyfikowanego filozofa, ale za to oryginał hellenistyczny (o tym, że jest to zapewne filozof świadczy broda oraz poza, w jakiej został sportretowany).

Sokrates

Platon

Arystoteles

Filozof hellenistyczny

1 i 2 - Gliptoteka w Monachium, 3 - Narodowe Muzeum Archeologiczne, Ateny, 4 - British Museum, Londyn

wtorek, 18 maja 2010
Bóstwa rzeczne

Ujarzmianie - choćby w niewielkim stopniu - rzek było ewidentnie jedną z pierwszych wielkich cywilizacyjnych potrzeb ludzkości i jednym z najważniejszych wynalazków. Kultury dolnej Mezopotamii dokonały nagłego wielkiego skoku cywilizacyjnego głównie dzięki wprowadzeniu irygacji, podobnie regulacja zalewania pól przez Nil była jednym z warunków szybkiego rozwoju cywilizacji w Egipcie. Rzeki zawsze stanowiły żywioł groźny; tam, gdzie płynęły po równinach, dało się regulować ich wylewy i wykorzystywać na swoją korzyść, ale w górskich terenach długo pozostały nieujarzmione. Nic dziwnego, że bóstwa rzeczne uważane były za jedne z najbardziej kapryśnych i nieobliczalnych, a zarazem potężnych - na monetach najczęściej przedstawiane są jako byki z ludzką głową i byczymi rogami, symbolem mocy. W rzeźbie personifikacje rzek mają zazwyczaj bardziej dobrotliwy wygląd. Zwłaszcza Nil, życiodajna rzeka Egiptu, przedstawiany był przede wszystkim jako źródło obfitości.

Nil

Nil, rzymska kopia oryginału hellenistycznego, I w. CE, Muzea Watykańskie

Rzeka

Niezidentyfikowane bóstwo rzeczne, II w. CE, Muzeum Czartoryskich w Krakowie

Dunaj

Personifikacja Dunaju, czasy cesarskie (II-III w. CE?), muzeum w Carnuntum, Austria

środa, 07 kwietnia 2010
In memoriam Kenneth Dover

Utworzyliśmy dość spontanicznie na Facebooku łańcuszek klasyków wspominających pamięć Sir Kennetha J. Dovera, jednego z najwybitniejszych znawców starożytności, który zmarł 7 marca 2010 (wśród znajomych na FB wieść pojawiła się znacznie później, dlatego dopiero dziś, miesiąc później, to wspomnienie). Był profesorem w angielskim Oksfordzie i szkockim St. Andrews, zajmował się głównie prozą grecką, wydawał też poezje i komedie, ale największą sławę przyniosła mu pierwsza ważna książka - dzieło zatytułowane "Greek Homosexuality" z 1978 r. (w Polsce ukazało się pod tytułem "Homoseksualizm grecki" w 2004 r.). Była to pierwsza książka na ten temat, która podchodziła do rzeczy rzetelnie, sine ira et studio, i po prostu analizowała zjawisko społeczne w jego wszystkich odmianach, niezależnie od późniejszych: renesansowych, dziewiętnastowiecznych czy dwudziestowiecznych jego wcieleń i, co za tym szło (i nie raz idzie do dziś) fascynacji, ideologizacji lub uprzedzeń. Skądinąd szczęśliwy kraj, w którym za dokonania naukowe dostaje się tytuł szlachecki...

Ponieważ prezentowałam już tu Warren Cup, najsłynniejsze naczynie ze scenami homoerotycznymi, a ze względu na jego wypożyczenie na wystawę w zeszłym roku nie mam jego nowych, lepszych zdjęć, więc niech będzie ten późnoarchaiczny (początek V w. BC) koryncki terakotowy Zeus porywający Ganimedesa na Olimp - jedna z najpiękniejszych rzeźb tej epoki, wciąż jeszcze przedstawiająca - pomimo dynamiki sceny - jej bohaterów z tym zamyślonym półuśmiechem, który powoli przechodzi już w melancholijne zamyślenie wczesnego okresu klasycznego. Oryginalnie rzeźba ta prawdopodobnie zdobiła dach świątyni jako centralny akroterion.

Zeus z Ganimedesem

Muzeum Archeologiczne w Olimpii

poniedziałek, 29 marca 2010
Mitridate, re di Ponto

Pod takim tytułem napisał o nim operę Mozart, opisując w niej raczej fikcyjny epizod romansowy. Mitrydates VI Eupator, którego rzecz dotyczy, był królem Pontu, niezbyt dużego i nieszczególnie ważnego królestwa hellenistycznego, które nie zapisało się jakoś szczególnie w historii aż do przełomu II i I w. BC, kiedy to tron objął ten właśnie władca. Był on potomkiem satrapów Pontu jeszcze z czasów Achemenidów, a więc Persem, a nie - jak zazwyczaj władcy hellenistyczni - Grekiem czy Macedończykiem, ale od kilku pokoleń dynastia była niemal całkowicie zhellenizowana. Perskie pozostały imiona dynastyczne i zapewne część obyczajów, ale to akurat nie stanowi wyróżnika: synkretyzm obyczajowy obserwujemy również w Syrii i Persji Seleukidów czy Egipcie Ptolemeuszy, czyli wszędzie tam, gdzie greccy władcy zetknęli się z innymi kulturami. Mitrydates VI wsławił się przede wszystkim długotrwałym nękaniem Rzymian, którzy od II w. coraz silniej okopywali się w Azji Mniejszej i na terenach syropalestyńskich, zagrażając w coraz większym stopniu światu greckiemu na wschodzie (po drodze opanowali również Grecję właściwą oraz jej kolonie italskie). Mitrydates stanął w rozpaczliwej obronie hellenizmu, podrywając na krótko greckie poleis w Azji i Europie, ale po trzech wojnach stoczonych z Rzymem - zmierzył się zwycięsko m. in. z Sullą i Lukullusem - uległ w końcu z jednej strony Pompejuszowi, z drugiej - zdradzie we własnym obozie. Mitrydates żył długo, a miał syna, któremu znudziło się czekać na tron, ułożył się więc z Rzymianami i ojca uwięził. Działo się to na północnym wybrzeżu Morza Czarnego, na Krymie, gdzie po utracie południowych posiadłości schronił się Mitrydates i szykował kolejną wyprawę przeciwko Rzymianom, licząc (prawdopodobnie słusznie) na wsparcie ludów stepowych. Wiekowy król pragnął popełnić honorowo samobójstwo - podobnie jak później Kleopatra nie chciał, aby poprowadzono go w łańcuchach w tryumfie - połykając w więzieniu truciznę, ale nie udało mu się, ponieważ od wczesnej młodości zabezpieczał się przed zamachem na swoje życie, eksperymentując z truciznami i uodparniając na nie organizm. Musiał w końcu skorzystać z przemyconego do lochu miecza.

Prawdę mówiąc, nie bardzo wiemy, jak wyglądał, ponieważ żaden z przypisywanych mu wizerunków nie jest pewny (złote posągi, które Pompejusz przywiózł w tryumfie do Rzymu, zostały przetopione w średniowieczu): nawet portrety na monetach są tak stylistycznie podobne do wcześniejszych wizerunków Aleksandra, że nie ma pewności, czy mają rysy pontyjskiego władcy. A ja zamieszczam sobie tę notkę, ponieważ powinnam zabrać się na serio do pisania właśnie o tym pracy...

Mitrydates VI Eupator

Rzeźba portretowa uważana powszechnie za najbardziej prawdopodobny wizerunek Mitrydatesa, przedstawiająca go, na wzór Heraklesa, Aleksandra i innych władców hellenistycznych w skalpie lwa (nemejskiego) na głowie.
Paryż, Luwr

Mitrydates VI Eupator

Moneta samego Mitrydatesa z zapewne nieco idealizowanym portretem w greckim stylu, z typowym dla epoki hellenistycznej diademem.
Berlin, Pergamonmuseum

poniedziałek, 08 marca 2010
Nefertiti - najpiękniejsza?

Nefretete

Dzień Kobiet niektórym się kojarzy z komuną, innym z Manifą, a ja tam kobietą będąc zasadniczo wyzwoloną wcale nie uważam, żeby kontemplacja kobiecego piękna albo całowanie w rękę uwłaczało mojej godności. A zatem na złość ideolo-feministkom będzie politycznie niepoprawnie: kobieta uważana przez wielu za najpiękniejszą w historii (skądinąd jej imię tłumaczy się jako "Piękna, która nadchodzi"). Ja tam osobiście wolę greckie posągi, a postać tej królowej fascynuje mnie z zupełnie innego powodu: była żoną faraona-reformatora (czy też, jak chcą inni, heretyka), Amenhotepa IV - Echnatona. Wprowadził on na krótko w miejsce tradycyjnej religii egipskiej kult dość abstrakcyjnego bóstwa symbolizowanego przez tarczę słoneczną. Kult Atona sprawia naukowcom kłopoty, nosi bowiem wiele znamion wierzeń indoeuropejskich, a czasy Echnatona (ok. 1350 BC) to dopiero początek poważniejszej ekspansji Indoeuropejczyków na Anatolię i Bałkany. Dokładnie w tym czasie istnieje natomiast w północnej Syrii tajemnicze i potężne królestwo Mitanni, którego elity społeczne prawdopodobnie są pochodzenia indoirańskiego. I tu właśnie znajduje się miejsce dla Nefertiti - analiza jej cech antropologicznych na podstawie zachowanych portretów sugeruje, że była ona księżniczką mitannijską (Mitannijką na pewno była jedna z żon Amenhotepa III, ojca Echnatona) i że to ona zaszczepiła na dworze męża idee, które pozwoliły mu wytoczyć polityczno-religijne działa przeciwko hierarchii kapłańskiej. Paradoksalnie fakt, że reformy załamały się po śmierci Echnatona, który przeżył małżonkę, może stanowić potwierdzenie tej tezy - zabrakło wpływów z zewnątrz, a więc motoru napędzającego kontynuację nowego. Mnie osobiście intryguje jeszcze jedno - jeśli przyjąć te religioznawcze tezy i założyć, że to kolejne mitannijskie żony faraonów stały za chwilową "indoeuropeizacją" Egiptu, to co ze sztuką? Okres amarneński to jedyny czas w dziejach Egiptu przed podbojem greckim, kiedy oficjalna sztuka odeszła od tradycyjnej hieratycznej idealizacji, wręcz podkreślając ułomności cielesne członków rodziny królewskiej, a także przedstawiając ich w scenach prywatnych, na dodatek bardzo emocjonalnie. To wszystko należy raczej do repertuaru cech sztuki indoeuropejskiej, więc może i tu sięgały wpływy królewskiej żony (w Egipcie od zarania państwa bardzo duże) - niczym Bony Sforzy w Polsce?

Nefretete

Nefretete

Neues Museum, Berlin. Swoją drogą miałam spore szczęście, że w listopadzie obfotografowałam tę rzeźbę, ponieważ z powodu niesubordynacji turystów, nieprzestrzegających zakazu używania flesza, zabroniono ją w ogóle fotografować. Więcej o sztuce amarneńskiej, której wspaniałe zbiory znajdują się w tym właśnie muzeum - innym razem.

niedziela, 14 lutego 2010
Pothos czyli potęga miłości

A niech będzie. Myśląc, co by tu umieścić, przypomniałam sobie, że dziś walentynki. Nie będzie samej Afrodyty (jej najpiękniejszy moim skromnym zdaniem posąg przedstawiłam tu jakiś czas temu), ale stosunkowo mało znane bóstwo z jej orszaku. Oprócz wszechobecnego dziś Amora, który jest rzymskim odpowiednikiem Erosa - takim zresztą zazwyczaj zinfantylizowanym, bo grecki Eros oprócz tego, że jest synem Afrodyty i efebem zakochanym w Psyche, uważany był również za jedno z najstarszych i najpotężniejszych bóstw - w orszaku bogini pojawiały się najróżniejsze pomniejsze bóstwa, które symbolizowały różne aspekty miłości. Byli wśród nich Himeros i Pothos, obaj reprezentujący pożądanie miłosne, z tym że Pothos częściej utożsamiany był z tęsknotą za osobą niedostępną, odległą, niż żądzą samą w sobie. To tych bóstw rzymskim odpowiednikiem jest Cupido - Kupidyn - dziś całkowicie zrównany z Erosem. Sztuka grecka i zwłaszcza rzymska znała dziecięce erotes czy amorki z girlandami kwiatów lub łukami, rzymska natomiast praktycznie zapomniała o przedstawianiu Erosa jako młodzieńca. Natomiast Pothos zawsze - od czasu, kiedy po raz pierwszy wyrzeźbił go w pierwszej połowie IV w. Skopas, tworząc postacie z orszaku Afrodyty dla miasta Megara.

Pothos

Pothos

Pothos

Pothos - dwie rzymskie kopie rzeźby późnoklasycznej dłuta Skopasa

Centrale Montemartini, Rzym

środa, 20 stycznia 2010
Pożegnanie z Muzeum - rzeźba

Kolekcja rzeźby nie jest (była?) w Muzeum Czartoryskich bardzo duża, ale można było zobaczyć kilka naprawdę reprezentatywnych dla wielu epok i stylów dzieł. Jak sobie o tym teraz myślę, to jeszcze bardziej zimna złość mnie ogarnia, że w tej chwili w Krakowie nie ma miejsca, gdzie można by komuś cokolwiek sensownie o sztuce starożytności klasycznej opowiedzieć, bo zbiory Muzeum Archeologicznego akurat pod tym względem są bardzo mizerne, znacznie więcej jest tam zabytków egipskich.

Anadyomene

Hellenistyczna figurka Afrodyty Anadiomene czyli wynurzającej się z morza. Pierwszym artystą, który przedstawił takie ujęcie, był malarz Apelles w IV w. BC, a inspiracją miała być słynna ateńska hetera, Fryne, którą Apelles miał widzieć wychodzącą nago z morza. Obraz niestety nie zachował się, choć wiadomo, że po wywiezieniu do Rzymu zdobił świątynię Boskiego Juliusza (Cezara), wystawioną na Forum Romanum przez Oktawiana Augusta. Źródłem zachwytów nad kunsztem malarskim Apellesa miał być między innymi sposób przedstawienia rozpryskującej się wokół bogini wody - z opisów możemy wnioskować, że dziś określilibyśmy to ujęcie jako "impresjonistyczne". Temat stał się następnie bardzo popularny w rzeźbie hellenistycznej, tym razem być może za sprawą rzeźbiarza Polycharmosa z Rodos (1 połowa II w. BC). Istniały dwa warianty rzeźbiarskiej Anadiomene: stojąca i przykucnięta.

Ariadna na panterze

Ariadna (lub też po prostu bachantka) na panterze, I BC/I CE; niezwykle piękne, nieznane mi poza tym z rzeźby pełnej, przedstawienie. Pantera była świętym zwierzęciem Dionizosa - stąd intepretacja tej rzeźby.

Artemida i Apollo

Artemida i Apollo, popiersia z podwójnej hermy czyli słupa zwieńczonego głową lub popiersiem; Rzym, epoka Antoninów (II w. CE). Hermy były jedną z najstarszych form monumentalnej rzeźby greckiej, a ich nazwa bierze się stąd, że oryginalnie były ustawiane przy drogach lub granicach miast lub posiadłości, a przedstawiały Hermesa, opiekuna podróżników. Nierzadko oprócz wieńczącej słup głowy zaznaczano na nim również - realistycznie lub symbolicznie - genitalia. Hermy stały się niezwykle popularne w Rzymie i zatraciły wówczas swój pierwotny charakter. Podwójne hermy zwieńczone były dwoma popiersiami, złączonymi tyłami głów.

piątek, 08 stycznia 2010
Marsjasz

Jeden z najokrutniejszych i najbardziej tajemniczych, niejednoznacznych mitów. W powszechnie znanej wersji satyr (bądź, jak chcą inni, sylen) Marsjasz rzuca wyzwanie bogu sztuki i muzyki, Apollinowi, staje z nim do konkursu muzycznego. W takim pojedynku jest z góry przegrany - muzyka Apollina jest doskonała i cywilizowana, podczas gdy Marsjasz uosabia siłę dzikiej natury i nieokiełznaną muzykę towarzyszącą dionizyjskim pochodom. A przecież właśnie z tej tradycji zrodziła się sztuka nieporównana i niespotykana nigdzie indziej, w której zawiera się cały geniusz Grecji - teatr. Wedle wielu przekazów jednak chodziło o coś troszkę innego. Zaczęło się od tego, że Marsjasz znalazł porzucony przez Atenę aulos, podwójny flet. Bogini była jego wynalazczynią, ale Hera i Afrodyta wyśmiały ją, kiedy grała na tym instrumencie, ponieważ musiała do tego groteskowo wydymać policzki. Atena przejrzała się w rzece i wyrzuciła instrument, który podniósł Marsjasz i zachwycił się jego dźwiękiem - i właśnie o to, czy lepszy jest aulos czy lira, miał się pokłócić z Apollinem. Bóg wygrał, ponieważ potrafił grać na odwróconej lirze, podczas gdy podwójny flet nie okazał się aż tak wszechstronnym instrumentem.  Jeśli zaś chodzi o karę, jaka spotkała Marsjasza - obdarcie ze skóry - to z jednej strony mamy w micie informację, że Apollo przystał na współzawodnictwo pod warunkiem, że zwycięzca zrobi, co zechce, z pokonanym, z drugiej zaś bardzo przekonująca jest interpretacja, iż tak naprawdę Marsjasz był od początku skazany na karę za hybris - pychę, która kazała mu się uważać za lepszego od bogów. Jak wiadomo, w mitologii greckiej jest to jedno z najcięższych przewinień. Ponoć zresztą Apollo pożałował później swego uczynku, który był niewspółmierny nawet do hybris i przemienił Marsjasza w rzekę, a lirę połamał.

Dzieje Marsjasza stały się popularne zwłaszcza w sztuce hellenistycznej (III-I w. BC), kiedy chętnie przedstawiano zawieszonego na drzewie satyra, co pozwalało na niezwykle realistyczne przedstawianie muskulatury. Wcześniej preferowano raczej sceny mniej drastyczne: słynna klasyczna grupa Myrona (pierwsza połowa V w.) ukazuje moment, kiedy Atena rzuciła właśnie aulos, a Marsjasz za chwilę go podniesie. Myron w postaciach Ateny i Marsjasza zdołał dodatkowo zasygnalizować różnice między żywiołem olimpijskim, apollińskim, a dionizyjską dzikością - oblicze Ateny (znane z innych zachowanych kopii) jest spokojne, podczas gdy twarz Marsjasza wykrzywia niemal zwierzęcy grymas, często spotykany w przedstawieniach postaci z orszaku Dionizosa, zwłaszcza satyrów i centaurów, z epoki klasycznej. Z kolei na późnoklasycznej płaskorzeźbie (poł. IV w.) pokazana jest sama scena pojedynku, z tym że mamy tu już zapowiedź tragedii: między Apollinem a Marsjaszem stoi scytyjski wojownik z nożem, który ma wykonać egzekucję.

Atena i Marsjasz

Myron, Atena i Marsjasz, marmurowa kopia rzymska (Muzea Watykańskie, Rzym)

Marsjasz Marsjasz

Marsjasz przywiązany do drzewa - rzymskie kopie rzeźby hellenistycznej

(Luwr, Paryż; Muzea Kapitolińskie, Rzym)

Apollo i Marsjasz

Pojedynek Apollina z Marsjaszem (Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach)

sobota, 02 stycznia 2010
Rok muzeów

Podsumowanie roku powinno się pewnie robić jeszcze w sylwestra, ale trudno. Rok 2009 był dla mnie bardzo dobry, jeśli chodzi o zwiedzanie, do tego stopnia, że naprawdę trudno mi powiedzieć, co było najważniejsze - szalony bieg po pięciu muzeach w ciągu jednego, ostatniego dnia krótkiego pobytu w Rzymie czy też to, że nareszcie spełniłam jedno z największych marzeń, czyli zobaczyłam kopenhaską Ny Carlsberg Glyptotek z jej galerią arcydzieł,  siedem wizyt w Wielkim Tumulusie w Verginie, czy może po prostu Wyspa Muzeów w Berlinie? W związku z tym zmieniam "kategorię nagrody" i w ramach podsumowania prezentuję muzea, które były dla mnie największą pozytywną niespodzianką. Nagroda za całokształt: nie tylko zbiory, ale również ich ekspozycję. And the Oscar goes to... Palazzo Altemps w Rzymie. Piękne stare wnętrza z wyeksponowanymi, ale nienarzucającymi się renesansowymi freskami, rzeźby ustawione tak, że naprawdę można je dobrze obejrzeć, te największe i najsłynniejsze mają wokół siebie dużo miejsca i dobrze dobrane perspektywy oraz oświetlenie. Miejsce drugie - Centrale Montemartini takoż w Rzymie za wspaniałe połączenie industrialnego wnętrza dawnej elektrowni z ekspozycją sztuki antycznej. Miejsce trzecie - nowa aranżacja w muzeum archeologicznym w Dionie, jak na Grecję dobrze i przejrzyście pomyślana. Dla przeciwwagi antynagrody też idą do Rzymu: ex aequo Muzea Watykańskie i Kapitolińskie za upchnięcie na chybił trafił mnóstwa fantastycznych eksponatów w za małych dla nich salach i korytarzach, fatalnie zorganizowane podpisy i ogólny bałagan; w przypadku Muzeów Watykańskich dodatkowa nagana za trzymanie arcydzieł w warunkach uwłaczających wszelkiej przyzwoitoścu (szerzej isałam o tym na Scribere...). Antynagroda specjalna: Muzeum w Thasos, które od lat prawie dziesięciu jest "chwilowo nieczynne z powodu zmiany ekspozycji".

Palazzo Altemps

Jedno z arcydzieł w Palazzo Altemps: mój ukochany Ares Ludovisi

Centrale Montemartini

Klasyczna rzeźba na tle dawnej maszynerii w Centrale Montemartini

Dion

Greccy filozofowie w Muzeum Archeologicznym w Dionie

poniedziałek, 28 grudnia 2009
Isis Pharia

Jak dość powszechnie chyba wiadomo, ze sztuki greckiej zachowało się niezbyt wiele oryginałów - większość dzieł wielkich twórców znamy z kopii rzymskich, które były często dostosowywane do gustów i potrzeb (np. wielkość pomieszczenia czy ogrodu) zamawiającego. Nie były to więc zawsze "kopie" w naszym dzisiejszym rozumieniu - jak najwierniejsze odtworzenia oryginału. Rekonstrukcja wyglądu oryginałów polega często na żmudnym porównywaniu istniejących rzeźb, które uważa się za możliwe kopie jakiegoś dzieła; porównywaniu ich między sobą oraz z zachowanymi niekiedy opisami (częściej tylko wzmiankami) w tekstach starożytnych. Czasami jednak na pomoc przychodzą istniejące wizerunki, zwłaszcza na monetach. Tak było w przypadku tej rzeźby z kolekcji Muzeum Narodowego w Budapeszcie - porównanie z rewersami monet* z czasów rzymskiej dynastii Antoninów (II w. CE) pozwoliło uznać, że jest to najprawdopodobniej kopia posągu Izydy (a właściwie synkretycznej Izydy-Afrodyty), znajdującego się na Faros obok Aleksandrii, tuż obok słynnej latarni morskiej. W aleksandryjskiej tradycji bowiem (nieobcej i innym rejonom świata greckiego) narodzona z morza Afrodyta a następnie Izyda czczona była między innymi jako opiekunka żeglarzy. Niestety nie zachowała się głowa tej rzymskiej kopii, ale z monet wiemy, że bogini miała fryzurę podobną do niektórych portretów królowych z II w. BC - tu prezentuję portret Kleopatry II lub III z tym właśnie charakterystycznym uczesaniem "w korkociąg". Znane jest ono również z monetarnych przedstawień Izydy za Ptolemeuszy. Isis Pharia opierała ponadto wyciągniętą do przodu rękę na wydętym żaglu, który również się nie zachował, ale jest - wraz z miniaturową latarnią morską - widoczny na monecie.

Isis Pharia, Muzeum Narodowe w Budapeszcie Isis Pharia, Muzeum Narodowe w Budapeszcie

Isis Pharia, Muzeum Narodowe w Budapeszcie

Ptolemeusze, Luwr

Kleopatra II lub III w towarzystwie swoich przodków: Ptolemeusza I i Arsinoe II; Luwr, Paryż

 


* Niestety nie posiadam akurat takiej monety na zdjęciu, w związku z czym podaję link do strony, gdzie można ją sobie obejrzeć (kliknięcie w obrazek powiększa go)

 

niedziela, 13 grudnia 2009
Capite velato

Rzymianie, jak wiadomo, byli narodem wybitnie przesądnym. Między innymi z tego powodu dość bez zastrzeżeń akceptowali wszystkie możliwe cudzoziemskie bóstwa i stawiali im u siebie świątynie albo przynajmniej kapliczki bądź ołtarze - po prostu woleli żadnemu się nie narażać. Czasem jednak ta przesądność przybierała groteskowe wręcz rozmiary: na przykład recytując modlitwę Rzymianin nie mógł się pomylić, a jeśli już tak nieszczęśliwie się zdarzyło, to zaczynał cały proceder od nowa. Szczególną wagę przywiązywano w Rzymie do omenów i w tej kwestii ten jakże praktyczny naród wymyślił przepisy w swej prostocie (by nie rzec naiwności...) wręcz genialne: mianowicie składający ofiarę kapłan - lub ktokolwiek występujący w tej funkcji - musiał mieć zasłoniętą głowę, a towarzyszyć mu powinien fletnista, oczywiście robiący użytek z fletu. Po co to wszystko? Ano po to, żeby nie widzieć i nie słyszeć ewentualnych złych omenów... Z punktu widzenia historii sztuki rzymskiej ma to jeden plus: jeśli widzimy posąg przedstawiający Rzymianina z połą togi narzuconą na głowę (capite velato czyli z przesłoniętą głową), to znaczy, że mamy do czynienia z obywatelem spełniającym takie czy inne powinności religijne, czy to prywatne wobec duchów przodków, czy to oficjalne, państwowe - jak zwłaszcza w przypadku cesarzy.

August capite velato Antinous capite velato

Oktawian August i Antinous

Marek Aureliusz capite velato

Marek Aureliusz capite velato i w towarzystwie fletnisty

We wcześniejszej notce - statuetka Gajusza Juliusza Cezara, wnuka Oktawiana Augusta, ukazanego podobnie.

Zdjęcie 1: Museo Nazionale Romano - Palazzo Massimo (Rzym)

Zdjęcie 2: Musée du Louvre (Paryż)

Zdjęcie 3: Musei Capitolini (Rzym)

poniedziałek, 26 października 2009
Wenus Eskwilińska

No dobrze, przyznam się - zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i to całkowicie i na amen, choć wydawało mi się, że ten etap mam już za sobą ;) Jest dla mnie absolutnie najpiękniejszym posągiem Afrodyty, jaki widziałam, a widziałam sporo tych najsłynniejszych. Niektórzy chcieliby w niej widzieć Kleopatrę (może ze względu na tego węża na naczyniu u stóp), ale przypominam, że Kleopatra nie była piękna. I to by było na tyle. Doskonałe piękno nie potrzebuje komentarza.

Venus Esquilina

Venus Esquilina

Venus Esquilina

rzymska kopia rzeźby hellenistycznej

Muzea Kapitolińskie, Rzym

czwartek, 30 lipca 2009
Carnuntum

Czasem nie trzeba daleko jechać, żeby zobaczyć ślady klasycznej starożytności. Na tereny Polski Rzymianie nie dotarli, jeśli nie liczyć wędrowców zapuszczających się tu po bursztyn, a może i futra, handlujących głównie z przedstawicielami kultury, którą dziś nazywamy przeworską (ludność ta zamieszkiwała południowo-zachodnie tereny obecnej Polski do drugiej połowy V w., a więc do wczesnego okresu wędrówek ludów) - ale bardzo niewiele o nich wiemy, jako że śladami ich obecności bądź też tylko kontaktów handlowych są przede wszystkim skarby monet i pojedyncze znaleziska, brak natomiast jakichkolwiek trwałych pozostałości. Limes rzymski opierał się natomiast nie tak znów daleko na linii Dunaju, a pojedyncze najdalej na północ wysunięte placówki znajdowały się na południe od linii Karpatów, np. na terenie dzisiejszej Słowacji. Austria i Węgry natomiast obfitują w pozostałości obwarowań granicy Imperium, której poważne umacnianie zaczęło się w okresie panowania dynastii Flawiuszy (69-96), a plus minus ostateczny kształt osiągnęło za Antoninów (96-180). Położone na północny wschód od Wiednia (Vindobony) Carnuntum to jedno z najlepiej przebadanych i najciekawiej udostępnionych zwiedzającym miast dunajskiego limesu, aczkolwiek na głównym terenie wykopalisk - w "mieście cywilnym" - trwają wciąż prace nad parkiem archeologicznym.

Carnuntum było początkowo obozem legionowym, z którego Tyberiusz, jeszcze zanim został cesarzem, prowadził wojnę z państwem germańskich Markomanów pod wodzą wychowanego w Rzymie Marboda. Miasto Aelium Carnuntum (nazwa ma pochodzić od celtyckiego słowa "karn", "kairn" - skała) założył tu Hadrian, a Marek Aureliusz spędził tu trzy lata podczas kolejnej wojny z Markomanami, tu też napisał część swoich Rozmyślań. W 193 r. w Carnuntum został obwołany cesarzem Septymiusz Sewer, ówczesny namiestnik prowincji Pannonia. Miasto zostało zniszczone przez Germanów w IV w., pod koniec tego stulecia usiłował odbudować je Walentynian I, który jednak zmarł nagle i nie dokończył odbudowy północnego limesu. Przez Carnuntum biegł główny szlak bursztynowy na północ.

Carnuntum - amfiteatr

Amfiteatr legionowy - jedyna pozostałość po obozie wojskowym. Obecnie odbywają się tu pokazy walk gladiatorów.

Carnuntum - muzeum

Personifikacja Dunaju z okresu cesarstwa (styl wskazuje, iż powstała zapewne między połową II a połową III w.), znajdująca się w bardzo ciekawym miejscowym muzeum. Rzeźba posiada cechy charakterystyczne dla sztuki prowincjonalnej: pewną nieporadność i "naiwność" w opracowaniu.

Carnuntum -

Tzw. "Heidentor" czyli "brama pogańska" - wzniesiona na cześć cesarza Konstancjusza II, syna Konstantyna I, w połowie IV w. Jest to jeden z najpóźniejszych pogańskich zabytków rzymskich (znajdowały się tu m. in. ołtarze Diany i Jowisza Największego Najlepszego) - kilkanaścia lat później Teodozjusz I zakaże sprawowania dawnych kultów. Brama miała kształt tetrapylonu, charakterystyczny dla architektury triumfalnej późnego cesarstwa (rekonstrukcja całości na pierwszym planie).

piątek, 24 lipca 2009
Ptolemejki

Nieco ponad tydzień temu sfinalizowałam pierwszy etap studiów archeologicznych dzięki paniom z dynastii Ptolemeuszy, więc może należy im się jakiś niewielki wpis. O monetach, które mnie konkretnie zajmowały, wspominałam tutaj, więc tym razem garstka portretów rzeźbiarskich. Ptolemeusze - zwani też Lagidami od imienia Lagosa, ojca założyciela dynastii (wiążą się z tym różne ciekawe anegdoty, ale o tym napiszę niedługo na Scribere...) rządzili Egiptem po rozpadzie imperium stworzonego przez Aleksandra; Ptolemeusz był jednym z przyjaciół, towarzyszy, dowódców, a może i krewnym króla, a po 321 r. (układ między diadochami w Triparadeisos) został satrapą Egiptu. W 305 r., po ostatecznym wygaśnięciu (a raczej wyrżnięciu przez różnych mało sympatycznych osobników) macedońskiej dynastii Argeadów, podobnie jak inni "następcy" ogłosił się królem. Dynastia rządziła Egiptem do 30 r., kiedy to (jeszcze w 31 r.) pod Akcjum Oktawian pokonał Marka Antoniusza i Kleopatrę VII, którzy następnie popełnili samobójstwo. Trójka ich dzieci przeżyła (w przeciwieństwie do syna Kleopatry i Cezara), ale o synach wiemy niewiele. Córka, Kleopatra Selene, była żoną króla Mauretanii, Juby, miała z nim między innymi syna Ptolemeusza, który rządził tym marionetkowym państwem pod rzymskim protektoratem.

Arsinoe II Filadelfos

Arsinoe II Filadelfos, siostra i żona Ptolemeusza II Filadelfosa; w dziejach dynastii znacznie ważniejsza niż słynna Kleopatra VII. Miała niezliczone świątynie i stała się rodzajem bóstwa opiekuńczego dynastii.

Berenike II Euergetis

Berenike II Euergetis, kuzynka i żona Ptolemeusza III Euergetesa, jako pierwsza samodzielnie rządziła państwem pod nieobecność męża, skądinąd na wzór królowych egipskich (i nie mówimy tu o Hatszepsut, która po prostu rządziła jako faraon)

Kleopatra II

Kleopatra II, również jedna z najważniejszych królowych w dziejach dynastii: rządziła 53 lata i miała znacznie większe znaczenie w państwie niż zwłaszcza jej drugi mąż (i brat). Po Ptolemeuszu VI i Kleopatrze II zaczyna się powolny upadek dynastii.

Kleopatra VII Filopator

Kleopatra VII Filopator Nea Isis - zgodnie z tym, co pisał Plutarch, nie była szczególnie piękna, ale najwyraźniej miała 'to coś', była inteligentna, oczytana, znała kilka języków i była wytrawnym politykiem. Formalnie rządziła u boku kolejnych mężów, skądinąd własnych znacznie młodszych braci, a następnie w imieniu syna.

Rzeżby 1-3 znajdują się w Luwrze, 4-5 w British Museum

niedziela, 14 czerwca 2009
Wspomnienie z dzieciństwa

One father is more than a hundred Schoolemasters.
(George Herbert, Outlandish Proverbs, 1640)

To prawda. Pierwsze lekcje kultury antycznej pobierałam mając sześć i osiem lat, jeżdżąc samochodem po Grecji i słuchając w dolinie Tempe opowieści o Orfeuszu i Eurydyce. I choć urodziny formalnie były wczoraj, to rachuba czasu jest kwestią umowną: dla mnie subiektywnie dzień zaczyna się z przebudzeniem, a kończy z pójściem spać, więc jest wciąż 13 czerwca (po drugiej stronie Atlantyku zresztą też). Jako dedykacja dla A. za te jedne z najwcześniejszych moich wspomnień - kilka migawek, tych najlepiej zapamiętanych z owych pierwszych podróży śródziemnomorskich. Przyznaję, wybór był trudny, bo pamiętam te dwie pierwsze wizyty w Grecji, jakby to było wczoraj... Wybrałam więc ujęcia, które osobiście uważam za ikoniczne wobec miejsc w jakiś sposób dla mnie najważniejszeych do dziś. Wybór całkowicie subiektywny.

Praksyteles

Olimpia i Hermes Praksytelesa. Pomimo kolejnych wizyt w tutejszym muzeum wciąż pamiętam, jak zobaczyłam tę jedną z najwspanialszych rzeźb, jakie znam, po raz pierwszy. I wiem, że Solenizantowi też jest bardzo bliska.

Delfy

Delfy są jednym z tych miejsc, gdzie czuję się jak w tym moim ulubionym wierszu Kawafisa - jakby bogowie wcale nie odeszli. A z dzieciństwa pamiętam, że w okolicy teatru zgubiłam ciemne okulary (znalazły się), oraz jak wielkie wrażenie zrobił na mnie tolos w okręgu Ateny Pronaja.

Mykeny

Mykeny. To tu po raz pierwszy, niemalże dzieckiem w kolebce, słuchałam opowieści o ponurych losach Atrydów. Kilka lat później pierwszą sztuką, jaką obejrzałam w 'dorosłym' teatrze, była Oresteja Ajschylosa - można powiedzieć, że edukację teatralną zaczynałam od początków dramatu. Wrażenie było zresztą też ogromne, może spotęgowane przez wspomnienie tej fortecy w spalonym krajobrazie i początku Grobu Agamemnona słuchanego w tymże...

Pella

Macedonia stała się turystycznie modna dopiero w latach '90 XX w. po udostępnieniu odkryć w wielkim tumulusie w Werginie, ale z dzieciństwa pamiętam, jak pochylam się nad barierką w Pelli, żeby obejrzeć mozaikę w Domu Porwania Heleny. Tamta niestety jest praktycznie niefotografowalna, bo in situ i nie ma dobrej perspektywy ani światła. W zamian - jedna z najpiękniejszych, jakie znam. A poza tym mit o Dionizosie i Ariadnie był jednym z moich ukochanych.

Ad multos annos, pater!

poniedziałek, 01 czerwca 2009
Siedząca dziewczynka

Tym razem z okazji Dnia Dziecka - jedna z najpiękniejszych rzeźb przedstawiających dziecko, jakie znam. Hellenistyczny oryginał pochodził z ok. 280-270 BCE, ta kopia powstała w czasach cesarza Hadriana (rządził 117-138). Temat dziecka w sztuce starożytnej jest o tyle ciekawy, że dopiero w hellenizmie zaczęto sobie radzić z prawidłowym przedstawieniem proporcji dziecięcego ciała - wcześniej dzieci były przedstawiane jako "pomniejszeni dorośli". Nieco więcej na ten temat tutaj.

Dziewczynka hellenistyczna

Dziewczynka hellenistyczna

Rzeźba znajduje się w Centrale Montemartini, nowym oddziale Muzeów Kapitolińskich w Rzymie. Znaleziona w Ogrodach Licyniusza (Horti Liciniani).

niedziela, 10 maja 2009
Cypryjski tygiel
Dowiedziałam się dopiero co, że we wrześniu jadę na ten Cypr, co sobie go urodzinowo życzyłam, więc wracam na moment do jego sztuki, bo przeglądając sobie na dysku katalog ze zdjęciami kolekcji cypryjskiej w British Museum uświadomiłam sobie, jak niewiarygodnym kulturowym tyglem była ta wyspa położona na skrzyżowaniu najważniejszych starożytnych cywilizacji, stanowiąca naturalny przystanek w morskich podróżach. Za kilka miesięcy wrzucę tu zdjęcia zabytków in situ, na razie małe przygotowanie do tego, co mnie tam czeka (choć z innych epok niż hellenizm, z którym będę miała na co dzień do czynienia).
Ofiarnik
Fragment kolosalnego wapiennego posągu przedstawiającego mężczyznę w stroju gteckim ale z cypryjskim uczesaniem i brodą (widoczne wpływy asyryjskie); posąg pochodzi ze świątyni Apollina w Idalionie i być może przedstawia kapłana lub jakąś ważną osobistość. Warsztat cypryjski, ok. 500-480 BCE.
Hathor

 

Wapienny relief z przedstawieniem egipskiej bogini Hathor, identyfikowanej z grecką Afrodytą, której główny ośrodek kultu znajdował się w Pafos na Cyprze. Ok. 500 BCE, pochodzenie ze świątyni Apollina w Idalionie.
Dzbanek

Dwukolorowy dzbanek z motywem ptaka. Warsztat cypryjski, ok. 700 BCE.

 

Łódź

Terakotowy model łodzi. Pasy na burcie mogą być uproszczonym przedstawieniem wioseł, z czego dziesięć służyłoby do napędzania łodzi, jedenaste zaś, przy rufie, do sterowania. Warsztat cypryjski, VII w. BCE.
Wszystkie obiekty znajdują się w British Museum.
piątek, 10 kwietnia 2009
Idrimi z Alalah

To jedna z moich ulubionych starożytnych rzeźb - całkowicie bezinteresownie, w tym sensie, że po prostu mnie zachwyciła, kiedy po raz pierwszy wiele lat temu zobaczyłam ją w British Museum, mając mniej niż blade pojęcie o historii Mezopotamii i jej sztuce (po prawdzie niemal ograniczało się ono wówczas do Bramy Isztar z Babilonu, którą widziałam w Berlinie całkowitym dziecięciem będąc).

Idrimi z Alalach

W wiekach XVI-XiV w. dominującą siłą w Mezopotamii, zwłaszcza w jej północno-zachodniej części, byli Huryci, do których należał również król Idrimi, panujący w północnej Syrii. Został on zdetronizowany przez Barattarnę (który wykorzystał bunt miejscowej ludności), władcę huryckich Mitannijczyków, ale zdołał odzyskać pozycję jako władca zależny od państwa Mitanni. Wedle inskrypcji z nim związanej, Idrimi podczas wygnania w okolice Kanaan Idrimi miał zgromadzić wokół siebie najrozmaitszych okolicznych wyrzutków i wygnańców różnego pochodzenia etnicznego, a następnie z ich pomocą założyć w Mukish królestwo ze stolicą w Alalah. Również wedle inskrypcji miał odbudować pałac królewski w Alalah (pierwszy pochodził z XVIII/XVII stulecia), aczkolwiek ze względu na datowanie przypuszcza się raczej, iż dokonał tego dopiero jego syn Niqmepa.

 


 

Kreativ Blogger Award

PS. Ponieważ ten blog został przez Śmietankę literacką nominowany do Kreativ Blogger Award, przy okazji polecam trzy blogi (wybieram te z czytanych, które o ile wiem, nie dostały jeszcze nominacji):

środa, 25 lutego 2009
Lupa Capitolina

Trudno chyba znaleźć lepsze dzieło na pierwszy wpis po powrocie z Rzymu... A poza tym pamiętam mój straszny zawód, kiedy dzieckiem jeszcze byłam na Kapitolu i oglądałam ze Skały Tarpejskiej (ależ ta historia zrobiła wtedy na mnie wrażenie!) Forum Romanum, i okazało się, że z jakichś powodów, których obecnie nie pamiętam nie pójdziemy do Muzeum Kapitolińskiego i nie zobaczę Wilczycy. Kilka dni temu zrealizowałam to marzenie. Jest piękna. Naprawdę. I mało mnie obchodzi, że są tacy, którzy kręcą nosami na tezę o jej etruskiej autentyczności, twierdząc, że to podróbka z czasów, kiedy ją znaleziono, czyli ze średniowiecza, oraz że Romulus i Remus zostali dodani w renesansie.

Wilczyca Kapitolińska
 
Wilczyca Kapitolińska
 
PS. Greckie arcydzieła (a w sumie to głównie ich rzymskie kopie) znajdujące się w rzymskich muzeach będę prezentować na Hellenikach - zapraszam :)
 
1 , 2
O autorze
       Copyright

       

       

        Najlepsze Blogi