środa, 14 kwietnia 2010
Genethliaka 2010

Z okazji urodzin zawsze wrzucam tu sobie jakieś ulubione zabytki w układzie niekoniecznie logicznym. Tym razem trzy z moich ulubionych zdjęć (rzeźb przy okazji też).

Antinoos

Antinous, Centrale Montemartini w Rzymie

Efez

Fragment bazy kolumny Artemidy w Efezie, British Museum

Hellenizm

Niezidentyfikowany "władca hellenistyczny", w tle Afrodyta-Anahita, British Museum

środa, 07 kwietnia 2010
In memoriam Kenneth Dover

Utworzyliśmy dość spontanicznie na Facebooku łańcuszek klasyków wspominających pamięć Sir Kennetha J. Dovera, jednego z najwybitniejszych znawców starożytności, który zmarł 7 marca 2010 (wśród znajomych na FB wieść pojawiła się znacznie później, dlatego dopiero dziś, miesiąc później, to wspomnienie). Był profesorem w angielskim Oksfordzie i szkockim St. Andrews, zajmował się głównie prozą grecką, wydawał też poezje i komedie, ale największą sławę przyniosła mu pierwsza ważna książka - dzieło zatytułowane "Greek Homosexuality" z 1978 r. (w Polsce ukazało się pod tytułem "Homoseksualizm grecki" w 2004 r.). Była to pierwsza książka na ten temat, która podchodziła do rzeczy rzetelnie, sine ira et studio, i po prostu analizowała zjawisko społeczne w jego wszystkich odmianach, niezależnie od późniejszych: renesansowych, dziewiętnastowiecznych czy dwudziestowiecznych jego wcieleń i, co za tym szło (i nie raz idzie do dziś) fascynacji, ideologizacji lub uprzedzeń. Skądinąd szczęśliwy kraj, w którym za dokonania naukowe dostaje się tytuł szlachecki...

Ponieważ prezentowałam już tu Warren Cup, najsłynniejsze naczynie ze scenami homoerotycznymi, a ze względu na jego wypożyczenie na wystawę w zeszłym roku nie mam jego nowych, lepszych zdjęć, więc niech będzie ten późnoarchaiczny (początek V w. BC) koryncki terakotowy Zeus porywający Ganimedesa na Olimp - jedna z najpiękniejszych rzeźb tej epoki, wciąż jeszcze przedstawiająca - pomimo dynamiki sceny - jej bohaterów z tym zamyślonym półuśmiechem, który powoli przechodzi już w melancholijne zamyślenie wczesnego okresu klasycznego. Oryginalnie rzeźba ta prawdopodobnie zdobiła dach świątyni jako centralny akroterion.

Zeus z Ganimedesem

Muzeum Archeologiczne w Olimpii

poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Świątynia Inanny w Uruk

Zbudowana ok. 1413 BC przez władcę imieniem Karaindasz świątynia pochodzi z okresu kasyckiego (ok. 1600-1150). Kasyci byli ludem pochodzenia kaukaskiego, ich pierwotne siedziby znajdowały się prawdopodobnie w górach Zagros i Lurestanie, zajęli duży obszar Mezopotamii po najeździe na te obszary anatolijskich Hetytów, którzy zdobyli Babilon, obalili I dynastę babilońską i niemal natychmiast wycofali się ze swoich zdobyczy. Okres ich panowania stanowi przerwę pomiędzy kolejnymi dynastiami semickimi dominującymi w Mezopotamii. Dynastia kasycka upadła po najeździe Elamitów w roku 1184 BC, ale Kasyci pozostali w Mezopotamii i zasymilowali się z kulturą babilońską, a następnie perską (wedle starożytnych historyków walczyli jeszcze w armii Dariusza III pod Gaugamelą). W momencie pojawienia się w Mezopotamii Kasyci byli cywilizacyjnie mniej zaawansowani niż lokalne ludy, toteż ich sztuka stanowi w dużej mierze kontynuację zastanych form, niemniej wprowadzili do architektury i sztuki mezopotamskiej kilka nowości: najważniejsze to świątynie na planie prostokąta z wejściem na krótszym boku (tzw. plan megaronowy) oraz stele graniczne zwane kudurru.

Jedną z najsłynniejszych budowli z okresu kasyckiego jest świątynia Inanny (Innin) w mieście Uruk, która - oprócz zachowującego ścisłą symetrię planu megaronowego z bastionowymi wzmocnieniami w narożnikach - charakteryzuje się niezwykle interesującą dekoracją ścian zewnętrznych: w umieszczonych w regularnych odstępach niszach stoją męskie i żeńskie postacie, trzymające w rękach naczynia, z których wylewa się woda (reprezentowana przez faliste linie odchodzące w bok i "spływające" po rozdzielających nisze wysuniętych fragmentach ściany). Uważa się, że wybrzuszenia na szatach niektórych postaci oraz fragmentach muru - prawdopodobnie bóstw opiekuńczych - symbolizują góry, z których pochodzili Kasyci. A ta woda to tak oczywiście na śmigus-dyngus ;)

Świątynia Inanny w Uruk

Świątynia Inanny w Uruk

Vorderasiatisches Museum, Berlin

czwartek, 01 kwietnia 2010
Prima aprilis 2010

Miałam kiedyś taki wzniosły zamiar, żeby co roku w Prima Aprilis zamieszczać zdjęcia jakichś "podróbek" antyku - oczywiście w zeszłym roku zapomniałam, ale w tym udało mi się pamiętać. Oto prawie dorycka kolumnada (prostylos?) w Koszycach na Słowacji:

Koszyce

Koszyce

22:26, drakaina , Varia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 marca 2010
Mitridate, re di Ponto

Pod takim tytułem napisał o nim operę Mozart, opisując w niej raczej fikcyjny epizod romansowy. Mitrydates VI Eupator, którego rzecz dotyczy, był królem Pontu, niezbyt dużego i nieszczególnie ważnego królestwa hellenistycznego, które nie zapisało się jakoś szczególnie w historii aż do przełomu II i I w. BC, kiedy to tron objął ten właśnie władca. Był on potomkiem satrapów Pontu jeszcze z czasów Achemenidów, a więc Persem, a nie - jak zazwyczaj władcy hellenistyczni - Grekiem czy Macedończykiem, ale od kilku pokoleń dynastia była niemal całkowicie zhellenizowana. Perskie pozostały imiona dynastyczne i zapewne część obyczajów, ale to akurat nie stanowi wyróżnika: synkretyzm obyczajowy obserwujemy również w Syrii i Persji Seleukidów czy Egipcie Ptolemeuszy, czyli wszędzie tam, gdzie greccy władcy zetknęli się z innymi kulturami. Mitrydates VI wsławił się przede wszystkim długotrwałym nękaniem Rzymian, którzy od II w. coraz silniej okopywali się w Azji Mniejszej i na terenach syropalestyńskich, zagrażając w coraz większym stopniu światu greckiemu na wschodzie (po drodze opanowali również Grecję właściwą oraz jej kolonie italskie). Mitrydates stanął w rozpaczliwej obronie hellenizmu, podrywając na krótko greckie poleis w Azji i Europie, ale po trzech wojnach stoczonych z Rzymem - zmierzył się zwycięsko m. in. z Sullą i Lukullusem - uległ w końcu z jednej strony Pompejuszowi, z drugiej - zdradzie we własnym obozie. Mitrydates żył długo, a miał syna, któremu znudziło się czekać na tron, ułożył się więc z Rzymianami i ojca uwięził. Działo się to na północnym wybrzeżu Morza Czarnego, na Krymie, gdzie po utracie południowych posiadłości schronił się Mitrydates i szykował kolejną wyprawę przeciwko Rzymianom, licząc (prawdopodobnie słusznie) na wsparcie ludów stepowych. Wiekowy król pragnął popełnić honorowo samobójstwo - podobnie jak później Kleopatra nie chciał, aby poprowadzono go w łańcuchach w tryumfie - połykając w więzieniu truciznę, ale nie udało mu się, ponieważ od wczesnej młodości zabezpieczał się przed zamachem na swoje życie, eksperymentując z truciznami i uodparniając na nie organizm. Musiał w końcu skorzystać z przemyconego do lochu miecza.

Prawdę mówiąc, nie bardzo wiemy, jak wyglądał, ponieważ żaden z przypisywanych mu wizerunków nie jest pewny (złote posągi, które Pompejusz przywiózł w tryumfie do Rzymu, zostały przetopione w średniowieczu): nawet portrety na monetach są tak stylistycznie podobne do wcześniejszych wizerunków Aleksandra, że nie ma pewności, czy mają rysy pontyjskiego władcy. A ja zamieszczam sobie tę notkę, ponieważ powinnam zabrać się na serio do pisania właśnie o tym pracy...

Mitrydates VI Eupator

Rzeźba portretowa uważana powszechnie za najbardziej prawdopodobny wizerunek Mitrydatesa, przedstawiająca go, na wzór Heraklesa, Aleksandra i innych władców hellenistycznych w skalpie lwa (nemejskiego) na głowie.
Paryż, Luwr

Mitrydates VI Eupator

Moneta samego Mitrydatesa z zapewne nieco idealizowanym portretem w greckim stylu, z typowym dla epoki hellenistycznej diademem.
Berlin, Pergamonmuseum

sobota, 20 marca 2010
Fresk wiosenny

Dziś pierwszy dzień wiosny, więc dla uczczenia wiosennej równonocy - słynny fresk z tzw. Xeste Beta w Akrotiri na Therze (Santorini). Podejrzewa się, że budynek ten (a może tylko pomieszczenie 6, z którego pochodzi fresk) pełnił być może funkcję sakralną, ale nie ma co do tego pewności. Fresk przedstawia krajobraz ze skałami, na których rosną lilie, oraz niebem, po którym latają jaskółki. Niezwykłość tego fresu polega między innymi na tym, że przedstawienie ma swobodny układ, bez rejestrów (wyróżnionych pasów kompozycyjnych), a poszczególne jego elementy, pomimo pewnej monotonii podyktowanej tematem, są zindywidualizowane: np. nie powtarzają się ujęcia jaskółek, skał czy grup kwiatów. Kolorystyka jest dość umowna, nie znano bowiem zielonego barwnika. Fresk wiosenny znakomicie pokazuje, jak swobodne, niemalże impresjonistyczne było malarstwo egejskie. Freski z Akrotiri zachowały się znakomicie ze względu na wybuch wulkanu, który wedle danych geologiczno-dendrologicznych nastąpił w 1627 r. BC (problemu nastręcza datowanie zabytków archeologicznych, wskazujące na późniejszy czas wybuchu), a mieszkańcy miasta opuścili je po poprzedzającym erupcję trzęsieniu ziemi, pozostawiając większość dobytku.

Akrotiri - fresk wiosenny

Akrotiri - fresk wiosenny

Narodowe Muzeum Archeologiczne, Ateny

wtorek, 16 marca 2010
Idibus Martiis

Jak zwykle mieszczę się w jakimś amerykańskim kalendarzu z rocznicami, ale ponieważ bloguję zazwyczaj nocą, tak to już jest, że przekraczam polską północ... Idy Marcowe więc już teoretycznie minęły na naszej półkuli, ale i tak mniej więcej 2054 lata temu na schodach, a może w przedsionku Opera Pompeii, kompleksu budynków zwanego też Teatrem Pompejusza, gdzie w roku 44 z powodu przebudowy Kurii na Forum Romanum obradował Senat rzymski, zamordowano Juliusza Cezara, który raptem kilka tygodni wcześniej otrzymał tytuł dictator in perpetuum czyli dożywotniego dyktatora. Trzeba przyznać, że była to wyjątkowa ironia losu. Z tej okazji okolicznościowe zdjęcia.

Gajusz Juliusz Cezar

Gajusz Juliusz Cezar, w tle - Kleopatra VII

Altes Museum, Berlin

Largo Argentina

Largo Argentina w Rzymie z ruinami świątyń; za kolumnami w lewym górnym rogu wznosiły się Opera Pompeii

Forum Romanum

Pozostałości świątyni Boskiego Juliusza, wzniesionej na Forum Romanum - nisza z escharą czyli miejscem stosu pogrzebowego Cezara

poniedziałek, 08 marca 2010
Nefertiti - najpiękniejsza?

Nefretete

Dzień Kobiet niektórym się kojarzy z komuną, innym z Manifą, a ja tam kobietą będąc zasadniczo wyzwoloną wcale nie uważam, żeby kontemplacja kobiecego piękna albo całowanie w rękę uwłaczało mojej godności. A zatem na złość ideolo-feministkom będzie politycznie niepoprawnie: kobieta uważana przez wielu za najpiękniejszą w historii (skądinąd jej imię tłumaczy się jako "Piękna, która nadchodzi"). Ja tam osobiście wolę greckie posągi, a postać tej królowej fascynuje mnie z zupełnie innego powodu: była żoną faraona-reformatora (czy też, jak chcą inni, heretyka), Amenhotepa IV - Echnatona. Wprowadził on na krótko w miejsce tradycyjnej religii egipskiej kult dość abstrakcyjnego bóstwa symbolizowanego przez tarczę słoneczną. Kult Atona sprawia naukowcom kłopoty, nosi bowiem wiele znamion wierzeń indoeuropejskich, a czasy Echnatona (ok. 1350 BC) to dopiero początek poważniejszej ekspansji Indoeuropejczyków na Anatolię i Bałkany. Dokładnie w tym czasie istnieje natomiast w północnej Syrii tajemnicze i potężne królestwo Mitanni, którego elity społeczne prawdopodobnie są pochodzenia indoirańskiego. I tu właśnie znajduje się miejsce dla Nefertiti - analiza jej cech antropologicznych na podstawie zachowanych portretów sugeruje, że była ona księżniczką mitannijską (Mitannijką na pewno była jedna z żon Amenhotepa III, ojca Echnatona) i że to ona zaszczepiła na dworze męża idee, które pozwoliły mu wytoczyć polityczno-religijne działa przeciwko hierarchii kapłańskiej. Paradoksalnie fakt, że reformy załamały się po śmierci Echnatona, który przeżył małżonkę, może stanowić potwierdzenie tej tezy - zabrakło wpływów z zewnątrz, a więc motoru napędzającego kontynuację nowego. Mnie osobiście intryguje jeszcze jedno - jeśli przyjąć te religioznawcze tezy i założyć, że to kolejne mitannijskie żony faraonów stały za chwilową "indoeuropeizacją" Egiptu, to co ze sztuką? Okres amarneński to jedyny czas w dziejach Egiptu przed podbojem greckim, kiedy oficjalna sztuka odeszła od tradycyjnej hieratycznej idealizacji, wręcz podkreślając ułomności cielesne członków rodziny królewskiej, a także przedstawiając ich w scenach prywatnych, na dodatek bardzo emocjonalnie. To wszystko należy raczej do repertuaru cech sztuki indoeuropejskiej, więc może i tu sięgały wpływy królewskiej żony (w Egipcie od zarania państwa bardzo duże) - niczym Bony Sforzy w Polsce?

Nefretete

Nefretete

Neues Museum, Berlin. Swoją drogą miałam spore szczęście, że w listopadzie obfotografowałam tę rzeźbę, ponieważ z powodu niesubordynacji turystów, nieprzestrzegających zakazu używania flesza, zabroniono ją w ogóle fotografować. Więcej o sztuce amarneńskiej, której wspaniałe zbiory znajdują się w tym właśnie muzeum - innym razem.

niedziela, 28 lutego 2010
Greckie stadiony

Ten wpis jest specjalną dedykacją dla N z okazji kończącej się olimpiady. Cóż, niestety nie jestem w stanie zaprezentować tu żadnych obiektów związanych ze sportami zimowymi (istnieją, owszem, zabytki prehistoryczne wskazujące na to, że wynalazek nart jest bardzo stary - sięga bowiem schyłkowego paleolitu - ale jeszcze na takowe nie trafiłam w mojej muzealnej odysei), w związku z tym mały przegląd starożytnych stadionów. Przedstawienia zapasów i innych klasycznych dyscyplin zachowam sobie na olimpiadę letnią.

Nazwa "stadion" pochodzi od greckiej miary długości (odległości), która wynosiła 600 stóp, z tym że trzeba pamiętać, że w starożytności nie istniał jednolity system miar i wag i każde państwo czy miasto mogło sobie dość dowolnie określać, ile to jest np. stopa. Z rekonstrukcji wynika, że "stadion" olimpijski wynosił 176 metrów.

Wejście na stadion w Olimpii

Wejście na stadion w Olimpii. Słynne, ale "nieoryginalne", bo zbudowane dopiero w czasach rzymskich, w I w. BC. Klasyczna grecka architektura nie znała łuku ani sklepienia beczkowego (wyjątkiem są późnoklasyczne grobowce macedońskie i trackie), toteż o ile dromos czyli droga prowadząca na stadion wyglądała zapewne tak samo, o tyle łukowata brama jest późniejsza.

Stadion w Olimpii

Sam stadion w Olimpii mimo sławy igrzysk nigdy nie uzyskał kamiennych ławek dla widowni, wyjątkiem była "loża honorowa" widoczna po prawej stronie. Pozostałe siedzenia były drewniane i nie zachowały sie do naszych czasów. Widoczna jest natomiast również kamienna belka startowa. (A w prawym dolnym rogu autorka ;)

Stadion w Epidauros

Stadion w Epidauros - sport był na tyle istotnym elementem życia Greków, że żadne ważne miasto czy sanktuarium nie mogło się obyć bez obiektów sportowych: stadionów, palestr i gimnazjonów. Stadion znajdujący się w obrębie sanktuarium Asklepiosa w Epidauros ma dobrze zachowane hellenistyczne ławki kamienne.

Stadion w Delfach

Odbywające się w Delfach igrzyska pytyjskie należały do zawodów panhelleńskich i w swoich czasach niemal nie ustępowały sławą ani prestiżem olimpijskim. Bloki startowe są dodatkiem z czasów rzymskich, podobnie jak częściowo zachowane ławki dla widowni w Delfach. Stadion jest położony nad sanktuarium, na zboczach Parnasu.

czwartek, 25 lutego 2010
Skarb z Tarsu

Weekend spędziłam w Mannheim, a konkretnie w tamtejszym Reiss-Engelhorn Museum, w którym były dwie fantastyczne wystawy: kończąca się w niedzielę Alexander der Grosse und die Öffnung der Welt - Asiens Kulturen im Wandel o tym, co interesuje mnie chyba najbardziej, czyli wpływie kultury greckiej na obszary wschodnie w hellenizmie, oraz Das Gold der Steppe czyli złoto scytyjskie. Na obu absolutne cuda z muzeów, o których odwiedzeniu mogę sobie na razie co najwyżej pomarzyć: Kabul, Duszanbe, Azow... Na obu niestety nie wolno było robić zdjęć (to straszliwa wręcz wada ogromnej większości ekspozycji czasowych), toteż pokazuję tu przedmioty, które na wystawie były, ale sfotografowane w ich oryginalnym miejscu ekspozycji.

Tzw. skarb z Tarsu to jedno z najwspanialszych znalezisk złotych wyrobów rzymskich z początku III w., konkretnie z czasów cesarza Aleksandra Sewera, wśród których szczególną sławę zyskały sporych rozmiarów medale z przedstawieniami królów macedońskich Filipa II i Aleksandra III.

Skarb z Tarsu

Skarb z Tarsu

Cabinet des Medailles, Bibliothèque Nationale, Paryż

niedziela, 14 lutego 2010
Pothos czyli potęga miłości

A niech będzie. Myśląc, co by tu umieścić, przypomniałam sobie, że dziś walentynki. Nie będzie samej Afrodyty (jej najpiękniejszy moim skromnym zdaniem posąg przedstawiłam tu jakiś czas temu), ale stosunkowo mało znane bóstwo z jej orszaku. Oprócz wszechobecnego dziś Amora, który jest rzymskim odpowiednikiem Erosa - takim zresztą zazwyczaj zinfantylizowanym, bo grecki Eros oprócz tego, że jest synem Afrodyty i efebem zakochanym w Psyche, uważany był również za jedno z najstarszych i najpotężniejszych bóstw - w orszaku bogini pojawiały się najróżniejsze pomniejsze bóstwa, które symbolizowały różne aspekty miłości. Byli wśród nich Himeros i Pothos, obaj reprezentujący pożądanie miłosne, z tym że Pothos częściej utożsamiany był z tęsknotą za osobą niedostępną, odległą, niż żądzą samą w sobie. To tych bóstw rzymskim odpowiednikiem jest Cupido - Kupidyn - dziś całkowicie zrównany z Erosem. Sztuka grecka i zwłaszcza rzymska znała dziecięce erotes czy amorki z girlandami kwiatów lub łukami, rzymska natomiast praktycznie zapomniała o przedstawianiu Erosa jako młodzieńca. Natomiast Pothos zawsze - od czasu, kiedy po raz pierwszy wyrzeźbił go w pierwszej połowie IV w. Skopas, tworząc postacie z orszaku Afrodyty dla miasta Megara.

Pothos

Pothos

Pothos

Pothos - dwie rzymskie kopie rzeźby późnoklasycznej dłuta Skopasa

Centrale Montemartini, Rzym

sobota, 06 lutego 2010
Depas amfikypellon

Nazwa, jaką nadał Heinrich Schliemann tym naczyniom, znalezionym przez niego w warstwie Troja II, pochodzi z Odysei (III 43). W domu Nestora Telemach spełnia libację dla Ateny i pije wino z "pięknego kubka dwuusznego". Dla Schliemanna, który był archeologiem-romantykiem, znalezienie takiego kubka - obok. tzw. "skarbu Priama" złożonego ze złotej biżuterii i naczyń - stanowiło dowód, iż natrafił na to, czego obsesyjnie poszukiwał: Troję Homerową, stanowiącą potwierdzenie, iż opowieści zawarte w ósmowiecznych eposach stanowią odbicie autentycznych wydarzeń historycznych. Niestety, Schliemann był w błędzie: Troja II to warstwa znacznie wcześniejsza niż "wojna trojańska", późniejsze badania bowiem pozwoliły wydatować ją na lata 2500-2200 BC czyli długo przed początkiem epoki mykeńskiej na lądzie greckim. Co więcej, Schliemann nigdy nie dowiedział się, że prowadząc coraz głębsze wykopaliska - zakładał bowiem mylnie, że "Troja Priama" powinna być jedną z najstarszych warstw - zniszczył nieodwracalnie dokładnie to, czego szukał, czyli miasto z ok. 1200 BC. Archeologowie do dziś nie są całkiem zgodni, czy "wojna trojańska" odpowiada za zniszczenie warstwy Troja VI czy też Troja VIIa, ponieważ w obu znajdują się elementy zgodne i całkowicie sprzeczne z opisem Homera. Na pewno jednak "Homerowe" skarby Schliemanna to zabytki ze znacznie wcześniejszej epoki.

Nazwa przyjęła się jednak w archeologii dla takich naczyń, które poza tym, że bardzo popularne w Troi epoki wczesnego brązu, rozpowszechnione były w tym samym czasie również w całej Azji Mniejszej i w Syrii, a spotyka się je także na Cykladach.

Depas amfikypellon

Depas amfikypellon

Neues Museum, Berlin

sobota, 30 stycznia 2010
John Keats, Oda do urny greckiej

Nie ma to jak otworzyć główną stronę Wikipedii. Akurat wczoraj jako "polecany artykuł" na angielskiej wersji widniała notatka o wspaniałym wierszu Johna Keatsa, Ode on a Grecian Urn, napisanym, jak sie dowiedziałam, w styczniu 1820, czyli 190 lat temu. To z tego wiersza pochodzi jeden z moich ulubionych cytatów:

Beauty is truth, truth beauty - that is all
Ye know on earth, and all ye need to know.

W artykule pokazany jest między innymi szkic Keatsa, przedstawiający słynną marmurową "wazę Sosibiosa" z I w. BC, znajdującą się obecnie w Luwrze. Niestety, kiedy ja byłam w Paryżu, spora część ekspozycji sztuki greckiej była zamknięta, toteż nie mam akurat tego dzieła na zdjęciach, ale ponieważ jest to hellenistyczny krater wolutowy sporych rozmiarów, skorzystam z okazji, żeby pokazać tu kilka zdjęć bodaj czy nie najwspanialszego naczynia greckiego, jakie znam - Krateru (wolutowego) z Derveni. Większą i bardziej szczegółową notkę na jego temat napisałam na blogu Hellenika, gdzie niniejszym odsyłam zainteresowanych. Krater z Derveni jest o mniej więcej trzysta lat starszy od wazy Sosibiosa i należy jeszcze do epoki późnoklasycznej, ale jego dekoracja rzeźbiarska zapowiada już w pełni osiągnięcia hellenizmu, jeśli chodzi o ekspresję i realistyczne przedstawienie postaci ludzkich w ruchu. Tego arcydzieła toreutyki nie mógł oczywiście znać John Keats, ponieważ zostało odkryte dopiero w połowie XX w., ale podobieństwo formalne do wazy, która stanowiła dla niego natchnienie, jest spore: ten sam kształt, podobne motywy dekoracyjne, pierwsza strofa zawiera nawet opis podobnych scen jak tutaj. A ponieważ na Hellenika pokazałam krater w pełnej okazałości, tu przede wszystkim kilka uzupełnień jego olśniewających detali.

Krater z Derveni

Krater z Derveni Krater z Derveni

Krater z Derveni

Krater z Derveni Krater z Derveni

Krater z Derveni

Muzeum Archeologiczne w Tessalonice


Powyżej podałam link do tekstu angielskiego, niestety na razie nie udało mi się w internecie zlokalizować satysfakcjonującego mnie przekładu polskiego; jeśli znajdę, to umieszczę. A może wcześniej uporam się z własną próbą zmierzenia się z tym tekstem?

PS. 5 lutego 2010: uporałam się. Efekt tutaj.

 

środa, 20 stycznia 2010
Pożegnanie z Muzeum - rzeźba

Kolekcja rzeźby nie jest (była?) w Muzeum Czartoryskich bardzo duża, ale można było zobaczyć kilka naprawdę reprezentatywnych dla wielu epok i stylów dzieł. Jak sobie o tym teraz myślę, to jeszcze bardziej zimna złość mnie ogarnia, że w tej chwili w Krakowie nie ma miejsca, gdzie można by komuś cokolwiek sensownie o sztuce starożytności klasycznej opowiedzieć, bo zbiory Muzeum Archeologicznego akurat pod tym względem są bardzo mizerne, znacznie więcej jest tam zabytków egipskich.

Anadyomene

Hellenistyczna figurka Afrodyty Anadiomene czyli wynurzającej się z morza. Pierwszym artystą, który przedstawił takie ujęcie, był malarz Apelles w IV w. BC, a inspiracją miała być słynna ateńska hetera, Fryne, którą Apelles miał widzieć wychodzącą nago z morza. Obraz niestety nie zachował się, choć wiadomo, że po wywiezieniu do Rzymu zdobił świątynię Boskiego Juliusza (Cezara), wystawioną na Forum Romanum przez Oktawiana Augusta. Źródłem zachwytów nad kunsztem malarskim Apellesa miał być między innymi sposób przedstawienia rozpryskującej się wokół bogini wody - z opisów możemy wnioskować, że dziś określilibyśmy to ujęcie jako "impresjonistyczne". Temat stał się następnie bardzo popularny w rzeźbie hellenistycznej, tym razem być może za sprawą rzeźbiarza Polycharmosa z Rodos (1 połowa II w. BC). Istniały dwa warianty rzeźbiarskiej Anadiomene: stojąca i przykucnięta.

Ariadna na panterze

Ariadna (lub też po prostu bachantka) na panterze, I BC/I CE; niezwykle piękne, nieznane mi poza tym z rzeźby pełnej, przedstawienie. Pantera była świętym zwierzęciem Dionizosa - stąd intepretacja tej rzeźby.

Artemida i Apollo

Artemida i Apollo, popiersia z podwójnej hermy czyli słupa zwieńczonego głową lub popiersiem; Rzym, epoka Antoninów (II w. CE). Hermy były jedną z najstarszych form monumentalnej rzeźby greckiej, a ich nazwa bierze się stąd, że oryginalnie były ustawiane przy drogach lub granicach miast lub posiadłości, a przedstawiały Hermesa, opiekuna podróżników. Nierzadko oprócz wieńczącej słup głowy zaznaczano na nim również - realistycznie lub symbolicznie - genitalia. Hermy stały się niezwykle popularne w Rzymie i zatraciły wówczas swój pierwotny charakter. Podwójne hermy zwieńczone były dwoma popiersiami, złączonymi tyłami głów.

sobota, 16 stycznia 2010
Pożegnanie z Muzeum - wazy

Małe uzupełnienie wpisu ze Scribere... - kilka co ładniejszych eksponatów z rozproszonej kolekcji zamkniętego na dwa albo trzy (bez opóźnień) lata Muzeum Czartoryskich. Na początek chluba kolekcji czyli malarstwo wazowe. Naczynia te oprócz tego, że bardzo piękne, są dodatkowo cenne dlatego, że są sygnowane przez twórców, dzięki czemu da się zidentyfikować warsztaty, z których pochodzą, oraz w miarę dokładnie je datować.

Kyliks

Orszak dionizyjski ze czarnofigurowej sceny powrotu Hefajstosa na Olimp (bóg jedzie na ośle pośrodku przedstawienia) na kyliksie sygnowanym przez Amasisa (580-570 BC), prawdopodobnie zarówno garncarza jak i malarza, który być może - sądząc po imieniu, będącym zhellenizowaną wersją imienia Ahmosis - był egipskim Grekiem, tworzącym w Atenach, specjalizującym sie w kyliksach.

Onesimos

Tondo czerwonofigurowego kyliksu (czary) sygnowanej przez malarza Onesimosa (500-480 BC), jednego z najwybitniejszych twórców późnoarchaicznego malarstwa wazowego, specjalizującego się w ozdabianiu kyliksów.

Boreasz

Bardzo rzadka scena porwania Orejtyi przez Boreasza; hellenistyczna hydria - czyli dzban do noszenia wody - kampańska (południowa Italia) z kręgu Malarza Iksjona, ok. 330 BC.

piątek, 08 stycznia 2010
Marsjasz

Jeden z najokrutniejszych i najbardziej tajemniczych, niejednoznacznych mitów. W powszechnie znanej wersji satyr (bądź, jak chcą inni, sylen) Marsjasz rzuca wyzwanie bogu sztuki i muzyki, Apollinowi, staje z nim do konkursu muzycznego. W takim pojedynku jest z góry przegrany - muzyka Apollina jest doskonała i cywilizowana, podczas gdy Marsjasz uosabia siłę dzikiej natury i nieokiełznaną muzykę towarzyszącą dionizyjskim pochodom. A przecież właśnie z tej tradycji zrodziła się sztuka nieporównana i niespotykana nigdzie indziej, w której zawiera się cały geniusz Grecji - teatr. Wedle wielu przekazów jednak chodziło o coś troszkę innego. Zaczęło się od tego, że Marsjasz znalazł porzucony przez Atenę aulos, podwójny flet. Bogini była jego wynalazczynią, ale Hera i Afrodyta wyśmiały ją, kiedy grała na tym instrumencie, ponieważ musiała do tego groteskowo wydymać policzki. Atena przejrzała się w rzece i wyrzuciła instrument, który podniósł Marsjasz i zachwycił się jego dźwiękiem - i właśnie o to, czy lepszy jest aulos czy lira, miał się pokłócić z Apollinem. Bóg wygrał, ponieważ potrafił grać na odwróconej lirze, podczas gdy podwójny flet nie okazał się aż tak wszechstronnym instrumentem.  Jeśli zaś chodzi o karę, jaka spotkała Marsjasza - obdarcie ze skóry - to z jednej strony mamy w micie informację, że Apollo przystał na współzawodnictwo pod warunkiem, że zwycięzca zrobi, co zechce, z pokonanym, z drugiej zaś bardzo przekonująca jest interpretacja, iż tak naprawdę Marsjasz był od początku skazany na karę za hybris - pychę, która kazała mu się uważać za lepszego od bogów. Jak wiadomo, w mitologii greckiej jest to jedno z najcięższych przewinień. Ponoć zresztą Apollo pożałował później swego uczynku, który był niewspółmierny nawet do hybris i przemienił Marsjasza w rzekę, a lirę połamał.

Dzieje Marsjasza stały się popularne zwłaszcza w sztuce hellenistycznej (III-I w. BC), kiedy chętnie przedstawiano zawieszonego na drzewie satyra, co pozwalało na niezwykle realistyczne przedstawianie muskulatury. Wcześniej preferowano raczej sceny mniej drastyczne: słynna klasyczna grupa Myrona (pierwsza połowa V w.) ukazuje moment, kiedy Atena rzuciła właśnie aulos, a Marsjasz za chwilę go podniesie. Myron w postaciach Ateny i Marsjasza zdołał dodatkowo zasygnalizować różnice między żywiołem olimpijskim, apollińskim, a dionizyjską dzikością - oblicze Ateny (znane z innych zachowanych kopii) jest spokojne, podczas gdy twarz Marsjasza wykrzywia niemal zwierzęcy grymas, często spotykany w przedstawieniach postaci z orszaku Dionizosa, zwłaszcza satyrów i centaurów, z epoki klasycznej. Z kolei na późnoklasycznej płaskorzeźbie (poł. IV w.) pokazana jest sama scena pojedynku, z tym że mamy tu już zapowiedź tragedii: między Apollinem a Marsjaszem stoi scytyjski wojownik z nożem, który ma wykonać egzekucję.

Atena i Marsjasz

Myron, Atena i Marsjasz, marmurowa kopia rzymska (Muzea Watykańskie, Rzym)

Marsjasz Marsjasz

Marsjasz przywiązany do drzewa - rzymskie kopie rzeźby hellenistycznej

(Luwr, Paryż; Muzea Kapitolińskie, Rzym)

Apollo i Marsjasz

Pojedynek Apollina z Marsjaszem (Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach)

sobota, 02 stycznia 2010
Rok muzeów

Podsumowanie roku powinno się pewnie robić jeszcze w sylwestra, ale trudno. Rok 2009 był dla mnie bardzo dobry, jeśli chodzi o zwiedzanie, do tego stopnia, że naprawdę trudno mi powiedzieć, co było najważniejsze - szalony bieg po pięciu muzeach w ciągu jednego, ostatniego dnia krótkiego pobytu w Rzymie czy też to, że nareszcie spełniłam jedno z największych marzeń, czyli zobaczyłam kopenhaską Ny Carlsberg Glyptotek z jej galerią arcydzieł,  siedem wizyt w Wielkim Tumulusie w Verginie, czy może po prostu Wyspa Muzeów w Berlinie? W związku z tym zmieniam "kategorię nagrody" i w ramach podsumowania prezentuję muzea, które były dla mnie największą pozytywną niespodzianką. Nagroda za całokształt: nie tylko zbiory, ale również ich ekspozycję. And the Oscar goes to... Palazzo Altemps w Rzymie. Piękne stare wnętrza z wyeksponowanymi, ale nienarzucającymi się renesansowymi freskami, rzeźby ustawione tak, że naprawdę można je dobrze obejrzeć, te największe i najsłynniejsze mają wokół siebie dużo miejsca i dobrze dobrane perspektywy oraz oświetlenie. Miejsce drugie - Centrale Montemartini takoż w Rzymie za wspaniałe połączenie industrialnego wnętrza dawnej elektrowni z ekspozycją sztuki antycznej. Miejsce trzecie - nowa aranżacja w muzeum archeologicznym w Dionie, jak na Grecję dobrze i przejrzyście pomyślana. Dla przeciwwagi antynagrody też idą do Rzymu: ex aequo Muzea Watykańskie i Kapitolińskie za upchnięcie na chybił trafił mnóstwa fantastycznych eksponatów w za małych dla nich salach i korytarzach, fatalnie zorganizowane podpisy i ogólny bałagan; w przypadku Muzeów Watykańskich dodatkowa nagana za trzymanie arcydzieł w warunkach uwłaczających wszelkiej przyzwoitoścu (szerzej isałam o tym na Scribere...). Antynagroda specjalna: Muzeum w Thasos, które od lat prawie dziesięciu jest "chwilowo nieczynne z powodu zmiany ekspozycji".

Palazzo Altemps

Jedno z arcydzieł w Palazzo Altemps: mój ukochany Ares Ludovisi

Centrale Montemartini

Klasyczna rzeźba na tle dawnej maszynerii w Centrale Montemartini

Dion

Greccy filozofowie w Muzeum Archeologicznym w Dionie

poniedziałek, 28 grudnia 2009
Isis Pharia

Jak dość powszechnie chyba wiadomo, ze sztuki greckiej zachowało się niezbyt wiele oryginałów - większość dzieł wielkich twórców znamy z kopii rzymskich, które były często dostosowywane do gustów i potrzeb (np. wielkość pomieszczenia czy ogrodu) zamawiającego. Nie były to więc zawsze "kopie" w naszym dzisiejszym rozumieniu - jak najwierniejsze odtworzenia oryginału. Rekonstrukcja wyglądu oryginałów polega często na żmudnym porównywaniu istniejących rzeźb, które uważa się za możliwe kopie jakiegoś dzieła; porównywaniu ich między sobą oraz z zachowanymi niekiedy opisami (częściej tylko wzmiankami) w tekstach starożytnych. Czasami jednak na pomoc przychodzą istniejące wizerunki, zwłaszcza na monetach. Tak było w przypadku tej rzeźby z kolekcji Muzeum Narodowego w Budapeszcie - porównanie z rewersami monet* z czasów rzymskiej dynastii Antoninów (II w. CE) pozwoliło uznać, że jest to najprawdopodobniej kopia posągu Izydy (a właściwie synkretycznej Izydy-Afrodyty), znajdującego się na Faros obok Aleksandrii, tuż obok słynnej latarni morskiej. W aleksandryjskiej tradycji bowiem (nieobcej i innym rejonom świata greckiego) narodzona z morza Afrodyta a następnie Izyda czczona była między innymi jako opiekunka żeglarzy. Niestety nie zachowała się głowa tej rzymskiej kopii, ale z monet wiemy, że bogini miała fryzurę podobną do niektórych portretów królowych z II w. BC - tu prezentuję portret Kleopatry II lub III z tym właśnie charakterystycznym uczesaniem "w korkociąg". Znane jest ono również z monetarnych przedstawień Izydy za Ptolemeuszy. Isis Pharia opierała ponadto wyciągniętą do przodu rękę na wydętym żaglu, który również się nie zachował, ale jest - wraz z miniaturową latarnią morską - widoczny na monecie.

Isis Pharia, Muzeum Narodowe w Budapeszcie Isis Pharia, Muzeum Narodowe w Budapeszcie

Isis Pharia, Muzeum Narodowe w Budapeszcie

Ptolemeusze, Luwr

Kleopatra II lub III w towarzystwie swoich przodków: Ptolemeusza I i Arsinoe II; Luwr, Paryż

 


* Niestety nie posiadam akurat takiej monety na zdjęciu, w związku z czym podaję link do strony, gdzie można ją sobie obejrzeć (kliknięcie w obrazek powiększa go)

 

niedziela, 20 grudnia 2009
Etruskie antefiksy

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech etruskiej architektury świątynnej (podobnie zresztą jak wczesnorzymskiej) były, oprócz pewnych cech konstrukcyjno-strukturalnych, stosowane do budowy materiały: cegła suszona, drewno i terakota. Ta ostatnia używana była głównie w dekoracjach reliefowych i rzeźbiarskich, z których zachowało się do dziś całkiem sporo. Typowym elementem dekoracji były m. in. antefiksy - ozdobniki umieszczane wzdłuż krawędzi dachu - w przypadku budowli etruskich najczęściej rzeźbione w motywy roślinne, zwłaszcza palmety, albo też figuralne: zazwyczaj gorgonejony i głowy satyrów, ale także popiersia męskie i kobiece. Były one następnie malowane i również sporo z tej polichromii przetrwało do naszych czasów. Ich styl zmieniał się wraz ze zmianami stylu w rzeźbie.

Antefiks

Antefiks z głową kory w stylu archaicznym

Antefiks

Antefiks z głową satyra lub Sylena

Antefiks

Antefiks z głową kobiecą

Antefiks

A tak to wyglądało od tyłu.

 

Zdjęcie 1 i 4 - British Museum, Londyn; zdjęcie 2 i 3 - Ny Carlsberg Glyptotek, Kopenhaga

niedziela, 13 grudnia 2009
Capite velato

Rzymianie, jak wiadomo, byli narodem wybitnie przesądnym. Między innymi z tego powodu dość bez zastrzeżeń akceptowali wszystkie możliwe cudzoziemskie bóstwa i stawiali im u siebie świątynie albo przynajmniej kapliczki bądź ołtarze - po prostu woleli żadnemu się nie narażać. Czasem jednak ta przesądność przybierała groteskowe wręcz rozmiary: na przykład recytując modlitwę Rzymianin nie mógł się pomylić, a jeśli już tak nieszczęśliwie się zdarzyło, to zaczynał cały proceder od nowa. Szczególną wagę przywiązywano w Rzymie do omenów i w tej kwestii ten jakże praktyczny naród wymyślił przepisy w swej prostocie (by nie rzec naiwności...) wręcz genialne: mianowicie składający ofiarę kapłan - lub ktokolwiek występujący w tej funkcji - musiał mieć zasłoniętą głowę, a towarzyszyć mu powinien fletnista, oczywiście robiący użytek z fletu. Po co to wszystko? Ano po to, żeby nie widzieć i nie słyszeć ewentualnych złych omenów... Z punktu widzenia historii sztuki rzymskiej ma to jeden plus: jeśli widzimy posąg przedstawiający Rzymianina z połą togi narzuconą na głowę (capite velato czyli z przesłoniętą głową), to znaczy, że mamy do czynienia z obywatelem spełniającym takie czy inne powinności religijne, czy to prywatne wobec duchów przodków, czy to oficjalne, państwowe - jak zwłaszcza w przypadku cesarzy.

August capite velato Antinous capite velato

Oktawian August i Antinous

Marek Aureliusz capite velato

Marek Aureliusz capite velato i w towarzystwie fletnisty

We wcześniejszej notce - statuetka Gajusza Juliusza Cezara, wnuka Oktawiana Augusta, ukazanego podobnie.

Zdjęcie 1: Museo Nazionale Romano - Palazzo Massimo (Rzym)

Zdjęcie 2: Musée du Louvre (Paryż)

Zdjęcie 3: Musei Capitolini (Rzym)

niedziela, 06 grudnia 2009
Bramy Thasos

Jeszcze jeden powrót do wakacji - dość nietypowo jak na pozostałości miast greckich w samym Thasos (obecnie na terenie głównego miasta wyspy, Limenas) zachowały się nieźle bramy miejskie z czasów odbudowy fortyfikacji w IV w. BC, choć część dekoracji jest być może nawet wcześniejsza. Mury przebiegały niedaleko agory i portu po stronie północnej, natomiast na południe obejmowały sporą część wznoszących się nad miastem wzgórz, na których grzbiecie wzniesiono kilka sanktuariów oraz zabudowania akropolu. Archeologowie zidentyfikowali siedem bram, z czego na pilastrach czterech zachowała się dekoracja reliefowa.

Thasos - brama Sylena

Thasos - brama Sylena

Najsłynniejsza jest Brama Sylena, na której zachował się wspaniały relief przedstawiający tego kompana Dionizosa (kult boga wina był jednym z najważniejszych na wyspie, obok Heraklesa), niosącego kantharos - naczynie do picia wina

Thasos - brama Zeusa i Hery

Thasos - brama Zeusa i Hery

Brama Zeusa i Hery - oba bóstwa były ukazane na przeciwległych pilastrach; zachował się jedynie ten z Herą, przed którą stoi Iris, posłanka bogów i bogini tęczy. Na tronie Hery wyrzeźbiony został prawdopodobnie kolejny towarzysz Dionizosa - satyr

Thasos - brama Bogini na Rydwanie

Relief z bramy tzw. Bogini na Rydwanie, która nie została zidentyfikowana. W pobliżu znajduje się Brama Hermesa i Trzech Gracji, której płaskorzeźba zachowana jest w bardzo złym stanie.

sobota, 28 listopada 2009
Kocioł z Gundestrup

Ten wspaniały zabytek znaleziony został na Półwyspie Jutlandzkim w dzisiejszej Danii, ale stylem i dekoracją całkowicie nie przystaje do kultury skandynawskiej - pochodzi prawdopodobnie z dalekiego południowego wschodu (większość motywów - zwierzęta, wśród których są słonie i gryfy, postacie bóstw - wykazuje proweniencję z północno-wschodnich obszarów basenu Morza Śródziemnego lub też regionu zachodniego Morza Czarnego).  Wykonany ze srebra kocioł pochodzi z II albo I w. BC, a jego pochodzenie pozostaje na razie zagadką, być może szczegółowa analiza ikonograficzna mogłaby przynieść odpowiedź. Najbardziej prawdopodobny wydaje się trop tracki (obszar dzisiejszej Bułgarii, północno-wschodniej Grecji i północno-zachodniej Turcji), zwłaszcza że może on tłumaczyć również obecność elementów celtyckich, jak np. specyficzne instrumenty muzyczne  czy bóstwo z rogami jelenia - na Bałkanach i w Azji Mniejszej Trakowie spotykali się z Celtami. W Skandynawii kocioł znalazł się zapewne drogą handlu lub też jako łup wojenny. Przypuszcza się, że na północy służył do celów rytualnych.

Na zewnętrznej stronie kotła przedstawiono głowy bóstw związanych zarówno z płodnością jak i zniszczeniem, wewnętrzną stronę ozdabiają bardziej skomplikowane sceny figuralne.

Gundestrup Cauldron

Gundestrup Cauldron

Gundestrup Cauldron

Gundestrup Cauldron

Nationalmuseet, Kopenhaga

niedziela, 15 listopada 2009
Portrety z Palmiry

Pierwsze wzmianki o Palmirze pochodzą z archiwów miasta Mari z drugiego tysiąclecia BC, ale największy rozkwit tego syryjskiego miasta przypada na późny okres hellenistyczny i czasy rzymskie. Za czasów Seleukidów Palmira zachowała niezależność, a pierwsze próby zdobycia jej przez Rzymian (konkretnie Marka Antoniusza) nie powiodły się. Dopiero kilkadziesiąt lat później, za panowania Tyberiusza, Palmira została włączona do rzymskiej prowincji Syria. Z kolei cesarza Hadriana Palmira zachwyciła do tego stopnia, że ogłosił ją wolnym miastem o nazwie Palmyra Hadriana, rządzonym przez lokalnych, aczkolwiek zromanizowanych królów. Największą sławę spośród władców Palmiry zyskała kobieta, Septimia Zenobia, wdowa po zarządcy Syrii, oficjalnie sprawująca władzę w imieniu swojego nieletniego syna. Zenobia wywołała bunt przeciwko Rzymianom i na krótko oderwała część Syrii i Egiptu od imperium, tworząc królestwo Palmiry. Została pokonana przez cesarza Aureliana, który wprawdzie poprowadził ją zakutą w łańcuchy w tryumfie, ale potem zapewnił jej iście królewskie życie w Rzymie, dopuszczając ją także do czynnej polityki.

W sztuce Palmiry przeplatają się elementy grecko-rzymskie i persko-partyjskie, tworząc niepowtarzalny orientalizujący styl. Największą sławę zyskały wykonywane w bardzo wysokim reliefie portrety funeralne, które umieszczano nad wejściami do komór grobowych w niezwykle bogato zdobionych grobowcach, budowanych w położonej pod miastem nekropoli.

Palmyra

Kobieta, III w. CE

Palmyra

Mężczyzna, II w. CE

Palmyra

Ala, córka Yarhai Ababa, 113 CE

Palmyra

Dwaj mężczyźni i dziewczynka (Yarhibole, Male i Belta), 2 połowa II w. CE

1 - Museo Nazionale d'Arte Orientale, Rzym

2-4 - Ny Carlsberg Glyptotek, Kopenhaga

niedziela, 08 listopada 2009
Bes

À propos dyskusji trzy wpisy temu: bardzo ładna wapienna figurka Besa (egipskiego opiekuńczego bóstwa domów i narodzin, które w sztuce pojawia się stosunkowo późno, ale prawdopodobnie występowało w mitologii znacznie wcześniej, co w tej chwili jest dla nas trudno uchwytne) z okresu ptolemejskiego, którą dziś sfotografowałam.

12 listopada: również w związku z wspomnianą dyskusją dołączam jeszcze dwa zdjęcia, za jakość drugiego (z Luwru) z góry przepraszam - jest ono sprzed czasów, kiedy dorobiłam się porządnego sprzętu, ale jest to najstarszy wizerunek Besa, jaki mam w fotograficznych zbiorach. Pochodzi ona z tzw. okresu późnego, konkretnie IV w. BC. Druga jest również ptolemejska. Wydany przez British Museum słownik starożytnego Egiptu podaje okres Amenhotepa III (Nowe Państwo, pierwsza połowa XIV w. BC) jako najstarszy znany wizerunek Besa jako Besa, a nie któregoś z utożsamionym z nim później bóstw.

Bes

Ny Carlsberg Glyptotek, Kopenhaga

Bes

Nationalmuseet, Kopenhaga

Bes

Luwr, Paryż

Tagi: bogowie
22:53, drakaina , Egipt
Link Komentarze (1) »
sobota, 07 listopada 2009
Ołtarz Pergamoński

Właściwie ideowo nie powinnam lubić tego dzieła: monumentalny ołtarz poświęcony Zeusowi i Atenie powstał dla uczczenia bitwy pod Magnezją w 190 r., w której Rzymianie wraz z Pergamończykami dokopali Antiochowi III z dynastii Seleukidów. Do królów hellenistycznych tak w ogóle to mam stosunek spod znaku odi et amo: kocham tę epokę, kocham jej sztukę, wielu władców - z Antiochem III włącznie - lubię i podziwiam, ale zarazem darować im nie mogę tych nieustannych wojen i kłótni, które w końcu doprowadziły do upadku ich świata, bo coraz to ktoś na tym wschodzie zwracał się do rosnącego powoli ale skutecznie w siłę Rzymu, a z Rzymianami to tak było, że jak dostali palec, to natychmiast, nie czekając, odgryzali całą rękę. Ale mimo to wszystko nie jestem w stanie nie lubić Ołtarza - ma on jedną z najwspanialszych dekoracji rzeźbiarskich w historii. Na pocżątek fragmenty tzw. dużego fryzu, przedstawiającego gigantomachię.

Ołtarz Pergamoński

Ołtarz Pergamoński

Ołtarz Pergamoński

Pergamonmuseum Berlin

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
O autorze
       Copyright

       

       

        Najlepsze Blogi