niedziela, 28 czerwca 2009
Paleta Sępów

Jednym z najbardziej charakterystycznych dla predynastycznej kultury Nagada w Egipcie typów zabytków są tzw. palety, wykonywane z szarogłazu. Oprócz "zwykłych", kosmetycznych, użytku codziennego, z których kilka prezentowałam jakiś czas temu, w późnym okresie nagadyjskim (koniec IV tysiąclecia BC) powstawały również palety o charakterze ceremonialnym, ozdabiane scenami figuralnymi o wydźwięku ewidentnie propagandowym, jeśli przeznaczone do użytku, to zapewne kultowego. W ich kształcie przechowały się elementy wcześniejszych palet kosmetycznych, np. okrągłe zagłębienia pośrodku - 'miseczki' służące oryginalnie jako miseczki do mieszania i ucierania składników. Najsłynniejszą z palet łączonych z władcami predynastycznego Egiptu jest paleta Narmera, której (jeszcze) nie mam na zdjęciu; prezentowana tutaj tylko trochę ustępuje jej sławą i archeologiczną doniosłością, aczkolwiek stanowi przedmiot niekończących się sporów, dotyczących także datowania: istnieją badacze twierdzący, iż jest to artefakt z czasów Nowego Państwa, ale teza ta raczej nie daje się utrzymać.

Paleta Pole Bitwy

Paleta Sępów (Pola Bitwy), fragmenty z British Museum (pozostałe znajdują się w Oksfordzie i Lucernie). Na 'awersie' ukazano scenę tuż po bitwie, z powiązanymi jeńcami i sępami oraz lwem pożywiającymi się ciałami poległych. Jeńcy i polegli reprezentują typ etniczny wyraźnie różniący się od współczesnych przedstawień Egipcjan, przypominający rysami twarzy i fryzurami przede wszystkim późniejsze wizerunki Libijczyków. Najbardziej tajemniczym elementem przedstawienia jest znajdująca się w prawym górnym rogu większego fragmentu postać w długiej szacie, najpowszechniej interpretowana jako bogini. Ukazany centralnie lew symbolizuje być może tryumfującego władcę.

Paleta Pole Bitwy

Na 'rewersie' ukazano motywy roślinno-zwierzęce charakterystyczne dla tego rodzaju zabytków. Są to w tym przypadku dwie żyrafy stojące 'heraldycznie' po obu stronach palmy; nad żyrafami widać sylwetki ptaków, być może perliczek.

Tagi: relief
10:55, drakaina , Egipt
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 czerwca 2009
Yaxchilan

Przyznam się od razu: kultury Mezoameryki są mi obce, nie rozumiem ich, choć próbuję w jakimś malutkim stopniu. Co więcej, moje zainteresowanie dla nich ogranicza się do ogólnej ciekawości, co było kiedyś. Rozumiem archeologów, którzy odsłaniają ukryte w dżungli świadectwa historii Majów, Azteków, Olmeków, a także kultur, których nazw nawet nie znamy - i być może nigdy nie poznamy. W ich sztuce widzę jednak zapewne nie to, co powinnam: ich sztuka jest dla mnie niczym ornament, który może zachwycać skomplikowanym wzorem i pięknem wykonania, ale nawet wiedza o istnieniu jego głębszego znaczenia nie pomaga mi tego znaczenia odkryć. Oczywiście to nie jest tak, że zupełnie nie pojmuję, jak funkcjonowała kultura czy religia klasycznej Mezoameryki - wbrew pozorom, jeśli zedrzeć z niej tę "inną" warstwę zewnętrzną, to nawet gołym okiem można dostrzec, że w jej sercu leżała ta sama zasada sakralizacji rzeczywistości, co np. w kulturze egipskiej: silniej niż w wielu innych kulturach podkreślona jest tu rola rytuału jako warunku sine qua non trwania świata i jego porządku. Co jednak sprawiło, że akurat w kulturach mezoamerykańskich tak długo przetrwały rytuały wymagające ofiar z ludzi i okrutne szamańskie praktyki, w kręgu indoeuropejskim i bliskowschodnim zarzucane w swoim pełnym, pierwotnym kształcie już na przełomie epoki brązu i żelaza? Nawet jeśli przyjąć przesunięcie chronologiczne wobec naszego kręgu kulturowego, to i tak utrzymanie takich praktyk kilka wieków w głąb rozwiniętej cywilizacji miejskiej jest nietypowe. (Posłużyłam się określeniem przesunięcie, a nie zapóźnienie nie ze względu na polityczną poprawność, ale dlatego że w przypadku braku kontaktów trudno byłoby o takowym mówić.) Nie wiem i - przynajmniej na razie - pozostawiam to pytanie otwartym.

Yaxchilan

Yaxchilan

Yaxchilan

Trzy płyty z nadproża z tzw. świątyni 23 w Yaxchilan (Majowie, okres klasyczny), przedstawiające rytuał upuszczenia krwi przez królewską małżonkę, mający na celu przywołanie wizji i kontakt z duchami przodków za pośrednictwem bóstwa zwanego Wężem Wizji. Na pierwszej płycie pokazany jest sam rytuał, na pozostałych - jego efekt. W wydzielonych i podzielonych na kwadraciki polach widoczne są glify - znaki pisma Majów opisujące przedstawione sceny. Początek VII w. CE. British Museum.

niedziela, 21 czerwca 2009
Złoty skarb gryfów

Najsłynniejszym odkryciem w dziejach archeologii niezmiennie pozostaje grób Tutanchamona - mogłabym iść o zakład, że dla wielu ludzi jest jedynym znanym wydarzeniem tego rodzaju (bo piramid nie trzeba było specjalnie odkrywać, aczkolwiek od średniowiecza po czasy napoleońskie nie było na nie jakiejś szczególnej mody). Jednym z powodów tej sławy i niekiedy wręcz histerycznego uwielbienia jest wspaniały stan zachowania złotych zabytków z wyposażenia tego grobu. Złoto od zawsze fascynowało ludzkość, dla złota ludzie się wzajemnie zabijali (legenda Złota Renu czy Złotego Runa), dla jego poszukiwania tracili życie (Eldorado, gorączka złota), złota strzegły groźne mityczne stworzenia: gryfy i smoki. Tutanchamon przyćmił wszystkie inne znaleziska pewnie również dlatego, że Egipt uważany jest przez wielu za najbardziej tajemniczą i fascynującą kulturę, a tymczasem wspaniałe złote przedmioty znajdywano również gdzie indziej. Dziś - kilka zabytków z jednego z najwspanialszych skarbów, jakie kiedykolwiek znaleziono: tzw. Oxus Treasure czyli skarbu znad dzisiejszej Amu-Darii. Pochodzą one z czasów achemenidzkich, są datowane na V-IV w. BC, z ówczesnej Baktrii, najbogatszej prowincji imperium perskiego, dziś znajdującej się na pograniczu Afganistanu i Tadżykistanu.

Skarb znad Oxusu

Model rydwanu zaprzężonego w czwórkę koni, prawdopodobnie zabawka dziecięca. W postaci na wozie upatruje się egipskiego bożka Besa, nieco groteskowego opiekuna między innymi młodzieży (Egipt od 525 r. był pod władaniem perskim). Typ rydwanu odpowiada przedstawieniom w płaskorzeźbie perskiej tego okresu.

Skarb znad Oxusu

Konie, prawdopodobnie z innych modeli zaprzęgów. Koń był świętym zwierzęciem Medów i Persów, podobnie jak wielu innych starożytnych ludów pochodzących ze stepów Eurazji.

Skarb znad Oxusu

Bransoleta z zakończeniami w formie gryfów, po części inkrustowana szkłem i półszlachetnymi kamieniami. Wedle Ksenofonta takie bransolety były typowymi podarunkami na perskim dworze królewskim.

Skarb został odnaleziony w XIX w. (dokładne miejsce nie jest znane, ponieważ nie przykładano wówczas do tego wielkiej wagi); wiele przedmiotów jest uszkodzonych, co jest albo efektem ich pocięcia na kawałki celem łatwiejszej tezauryzacji, albo też niestarannego obchodzenia sie z nimi przez znalazców. Wszystkie przedmioty znajdują się w British Museum.

Ten wpis stanowi swoiste uzupełnienie notki na Scribere...

O innym, również wspaniałym skarbie złotych przedmiotów, sporo zresztą starszych nawet od Tutanchamona, pisałam niedawno na Hellenika.

Tagi: złoto
11:38, drakaina , Persja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 czerwca 2009
Wspomnienie z dzieciństwa

One father is more than a hundred Schoolemasters.
(George Herbert, Outlandish Proverbs, 1640)

To prawda. Pierwsze lekcje kultury antycznej pobierałam mając sześć i osiem lat, jeżdżąc samochodem po Grecji i słuchając w dolinie Tempe opowieści o Orfeuszu i Eurydyce. I choć urodziny formalnie były wczoraj, to rachuba czasu jest kwestią umowną: dla mnie subiektywnie dzień zaczyna się z przebudzeniem, a kończy z pójściem spać, więc jest wciąż 13 czerwca (po drugiej stronie Atlantyku zresztą też). Jako dedykacja dla A. za te jedne z najwcześniejszych moich wspomnień - kilka migawek, tych najlepiej zapamiętanych z owych pierwszych podróży śródziemnomorskich. Przyznaję, wybór był trudny, bo pamiętam te dwie pierwsze wizyty w Grecji, jakby to było wczoraj... Wybrałam więc ujęcia, które osobiście uważam za ikoniczne wobec miejsc w jakiś sposób dla mnie najważniejszeych do dziś. Wybór całkowicie subiektywny.

Praksyteles

Olimpia i Hermes Praksytelesa. Pomimo kolejnych wizyt w tutejszym muzeum wciąż pamiętam, jak zobaczyłam tę jedną z najwspanialszych rzeźb, jakie znam, po raz pierwszy. I wiem, że Solenizantowi też jest bardzo bliska.

Delfy

Delfy są jednym z tych miejsc, gdzie czuję się jak w tym moim ulubionym wierszu Kawafisa - jakby bogowie wcale nie odeszli. A z dzieciństwa pamiętam, że w okolicy teatru zgubiłam ciemne okulary (znalazły się), oraz jak wielkie wrażenie zrobił na mnie tolos w okręgu Ateny Pronaja.

Mykeny

Mykeny. To tu po raz pierwszy, niemalże dzieckiem w kolebce, słuchałam opowieści o ponurych losach Atrydów. Kilka lat później pierwszą sztuką, jaką obejrzałam w 'dorosłym' teatrze, była Oresteja Ajschylosa - można powiedzieć, że edukację teatralną zaczynałam od początków dramatu. Wrażenie było zresztą też ogromne, może spotęgowane przez wspomnienie tej fortecy w spalonym krajobrazie i początku Grobu Agamemnona słuchanego w tymże...

Pella

Macedonia stała się turystycznie modna dopiero w latach '90 XX w. po udostępnieniu odkryć w wielkim tumulusie w Werginie, ale z dzieciństwa pamiętam, jak pochylam się nad barierką w Pelli, żeby obejrzeć mozaikę w Domu Porwania Heleny. Tamta niestety jest praktycznie niefotografowalna, bo in situ i nie ma dobrej perspektywy ani światła. W zamian - jedna z najpiękniejszych, jakie znam. A poza tym mit o Dionizosie i Ariadnie był jednym z moich ukochanych.

Ad multos annos, pater!

niedziela, 07 czerwca 2009
Przodkowie euro

Idea takiej czy innej unifikacji kulturowej, cywilizacyjnej, politycznej, ekonomicznej jest najwyraźniej stara jak świat. Już w epoce brązu dają się uchwycić momenty, kiedy na niewielkim nawet obszarze istniało zdecydowane rozdrobnienie kulturowe (w sensie uchwytnych w materiale archeologicznym różnic pomiędzy społecznościami), i takie, kiedy jeden model obejmował wielkie obszary Europy. Także w epokach późniejszych tego rodzaju tendencje są widoczne; ich najpełniejszą realizacją jest Imperium Romanum. Tego rodzaju organizmem było też imperium perskie, obejmujące swoimi wpływami również obszar skolonizowany wcześniej przez Greków - Azję Mniejszą. W świecie greckim natomiast, który z natury swojej był politycznie rozdrobniony i tylko raz za czas jednej z poleis czy też jakiemuś obrotnemu władcy udawało się uzyskać nad nim mniej lub bardziej efemeryczną hegemonię, mamy do czynienia ze zjawiskiem wcześniej niespotykanym, bliskim natomiast nowoczesnym dążeniom Europy: istnieniem pieniądza, który ze względu na powszechność obiegu można uznać za praprzodka wspólnej monety. Taka sytuacja zdarzyła się dwa razy: jako pierwsze taką pozycję zyskały ateńskie tzw. "sówki", w połowie IV w. zdetronizowane jako powszechnie uznawany środek płatniczy przez monety Aleksandra Wielkiego, zwłaszcza charakterystyczne drachmy i tetradrachmy z wizerunkiem Heraklesa.

Sówka ateńska

Sówka ateńska, srebro. Na awersie (po prawej) głowa Ateny w hełmie attyckim z grzebieniem, na rewersie sowa, gałązka oliwna, legenda ΑΘΕ: skrót od Athenaion czyli [moneta] Ateńczyków. Tę monetę można datować* na okres niedługo po wojnach perskich, wizerunek Ateny ma bowiem jeszcze cechy sztuki archaicznej: lekki uśmiech, pokazane frontalnie oko, natomiast hełm jest ozdobiony liśćmi laurowymi i ornamentem roślinnym, a te elementy nie pojawiają się przed 480 r. Późnoarchaiczny jest także rewers: sowa umieszczona jest tzw. quadratum incusum (wgłębienie powstające w wyniku uderzenia puncą), a litery biegną wzdłuż krawędzi wgłąbienia. Nie ma tu jeszcze półksiężyca, charakterystycznego dla ostatnich emisji archaicznych, a zatem moneta jest wcześniejsza niż 475.

Tetradrachma Aleksandra

Tetradrachma Aleksandra III Wielkiego, srebro. Na awersie: głowa młodego Heraklesa w skalpie lwa, na rewersie: Zeus Aetoforos (trzymający orła), wzorowany na wizerunkach Baala z Tarsu, legenda Basileos Aleksandrou ([moneta] króla Aleksandra). Datowanie takiej monety jest znacznie trudniejsze, ponieważ ten typ w zasadzie bez zmian był kontynuowany również wiele lat po śmierci króla na ogromnym terenie; cechy stylistyczne rewersu sugerują mennicę na wschodzie, ok. 320 r.

Obie monety należą do zbiorów ateńskiego Muzeum Numizmatycznego.

*Zdjęcia zaś są z czasu, kiedy jeszcze nie wpadłam na pomysł fotografowania podpisów, tylko robiłam notatki, w których potem nic nie mogłam znaleźć, stąd 'hipotetzczne' podpisy.

11:37, drakaina , Grecja
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 czerwca 2009
Siedząca dziewczynka

Tym razem z okazji Dnia Dziecka - jedna z najpiękniejszych rzeźb przedstawiających dziecko, jakie znam. Hellenistyczny oryginał pochodził z ok. 280-270 BCE, ta kopia powstała w czasach cesarza Hadriana (rządził 117-138). Temat dziecka w sztuce starożytnej jest o tyle ciekawy, że dopiero w hellenizmie zaczęto sobie radzić z prawidłowym przedstawieniem proporcji dziecięcego ciała - wcześniej dzieci były przedstawiane jako "pomniejszeni dorośli". Nieco więcej na ten temat tutaj.

Dziewczynka hellenistyczna

Dziewczynka hellenistyczna

Rzeźba znajduje się w Centrale Montemartini, nowym oddziale Muzeów Kapitolińskich w Rzymie. Znaleziona w Ogrodach Licyniusza (Horti Liciniani).

O autorze
       Copyright

       

       

        Najlepsze Blogi