poniedziałek, 29 marca 2010
Mitridate, re di Ponto

Pod takim tytułem napisał o nim operę Mozart, opisując w niej raczej fikcyjny epizod romansowy. Mitrydates VI Eupator, którego rzecz dotyczy, był królem Pontu, niezbyt dużego i nieszczególnie ważnego królestwa hellenistycznego, które nie zapisało się jakoś szczególnie w historii aż do przełomu II i I w. BC, kiedy to tron objął ten właśnie władca. Był on potomkiem satrapów Pontu jeszcze z czasów Achemenidów, a więc Persem, a nie - jak zazwyczaj władcy hellenistyczni - Grekiem czy Macedończykiem, ale od kilku pokoleń dynastia była niemal całkowicie zhellenizowana. Perskie pozostały imiona dynastyczne i zapewne część obyczajów, ale to akurat nie stanowi wyróżnika: synkretyzm obyczajowy obserwujemy również w Syrii i Persji Seleukidów czy Egipcie Ptolemeuszy, czyli wszędzie tam, gdzie greccy władcy zetknęli się z innymi kulturami. Mitrydates VI wsławił się przede wszystkim długotrwałym nękaniem Rzymian, którzy od II w. coraz silniej okopywali się w Azji Mniejszej i na terenach syropalestyńskich, zagrażając w coraz większym stopniu światu greckiemu na wschodzie (po drodze opanowali również Grecję właściwą oraz jej kolonie italskie). Mitrydates stanął w rozpaczliwej obronie hellenizmu, podrywając na krótko greckie poleis w Azji i Europie, ale po trzech wojnach stoczonych z Rzymem - zmierzył się zwycięsko m. in. z Sullą i Lukullusem - uległ w końcu z jednej strony Pompejuszowi, z drugiej - zdradzie we własnym obozie. Mitrydates żył długo, a miał syna, któremu znudziło się czekać na tron, ułożył się więc z Rzymianami i ojca uwięził. Działo się to na północnym wybrzeżu Morza Czarnego, na Krymie, gdzie po utracie południowych posiadłości schronił się Mitrydates i szykował kolejną wyprawę przeciwko Rzymianom, licząc (prawdopodobnie słusznie) na wsparcie ludów stepowych. Wiekowy król pragnął popełnić honorowo samobójstwo - podobnie jak później Kleopatra nie chciał, aby poprowadzono go w łańcuchach w tryumfie - połykając w więzieniu truciznę, ale nie udało mu się, ponieważ od wczesnej młodości zabezpieczał się przed zamachem na swoje życie, eksperymentując z truciznami i uodparniając na nie organizm. Musiał w końcu skorzystać z przemyconego do lochu miecza.

Prawdę mówiąc, nie bardzo wiemy, jak wyglądał, ponieważ żaden z przypisywanych mu wizerunków nie jest pewny (złote posągi, które Pompejusz przywiózł w tryumfie do Rzymu, zostały przetopione w średniowieczu): nawet portrety na monetach są tak stylistycznie podobne do wcześniejszych wizerunków Aleksandra, że nie ma pewności, czy mają rysy pontyjskiego władcy. A ja zamieszczam sobie tę notkę, ponieważ powinnam zabrać się na serio do pisania właśnie o tym pracy...

Mitrydates VI Eupator

Rzeźba portretowa uważana powszechnie za najbardziej prawdopodobny wizerunek Mitrydatesa, przedstawiająca go, na wzór Heraklesa, Aleksandra i innych władców hellenistycznych w skalpie lwa (nemejskiego) na głowie.
Paryż, Luwr

Mitrydates VI Eupator

Moneta samego Mitrydatesa z zapewne nieco idealizowanym portretem w greckim stylu, z typowym dla epoki hellenistycznej diademem.
Berlin, Pergamonmuseum

sobota, 20 marca 2010
Fresk wiosenny

Dziś pierwszy dzień wiosny, więc dla uczczenia wiosennej równonocy - słynny fresk z tzw. Xeste Beta w Akrotiri na Therze (Santorini). Podejrzewa się, że budynek ten (a może tylko pomieszczenie 6, z którego pochodzi fresk) pełnił być może funkcję sakralną, ale nie ma co do tego pewności. Fresk przedstawia krajobraz ze skałami, na których rosną lilie, oraz niebem, po którym latają jaskółki. Niezwykłość tego fresu polega między innymi na tym, że przedstawienie ma swobodny układ, bez rejestrów (wyróżnionych pasów kompozycyjnych), a poszczególne jego elementy, pomimo pewnej monotonii podyktowanej tematem, są zindywidualizowane: np. nie powtarzają się ujęcia jaskółek, skał czy grup kwiatów. Kolorystyka jest dość umowna, nie znano bowiem zielonego barwnika. Fresk wiosenny znakomicie pokazuje, jak swobodne, niemalże impresjonistyczne było malarstwo egejskie. Freski z Akrotiri zachowały się znakomicie ze względu na wybuch wulkanu, który wedle danych geologiczno-dendrologicznych nastąpił w 1627 r. BC (problemu nastręcza datowanie zabytków archeologicznych, wskazujące na późniejszy czas wybuchu), a mieszkańcy miasta opuścili je po poprzedzającym erupcję trzęsieniu ziemi, pozostawiając większość dobytku.

Akrotiri - fresk wiosenny

Akrotiri - fresk wiosenny

Narodowe Muzeum Archeologiczne, Ateny

wtorek, 16 marca 2010
Idibus Martiis

Jak zwykle mieszczę się w jakimś amerykańskim kalendarzu z rocznicami, ale ponieważ bloguję zazwyczaj nocą, tak to już jest, że przekraczam polską północ... Idy Marcowe więc już teoretycznie minęły na naszej półkuli, ale i tak mniej więcej 2054 lata temu na schodach, a może w przedsionku Opera Pompeii, kompleksu budynków zwanego też Teatrem Pompejusza, gdzie w roku 44 z powodu przebudowy Kurii na Forum Romanum obradował Senat rzymski, zamordowano Juliusza Cezara, który raptem kilka tygodni wcześniej otrzymał tytuł dictator in perpetuum czyli dożywotniego dyktatora. Trzeba przyznać, że była to wyjątkowa ironia losu. Z tej okazji okolicznościowe zdjęcia.

Gajusz Juliusz Cezar

Gajusz Juliusz Cezar, w tle - Kleopatra VII

Altes Museum, Berlin

Largo Argentina

Largo Argentina w Rzymie z ruinami świątyń; za kolumnami w lewym górnym rogu wznosiły się Opera Pompeii

Forum Romanum

Pozostałości świątyni Boskiego Juliusza, wzniesionej na Forum Romanum - nisza z escharą czyli miejscem stosu pogrzebowego Cezara

poniedziałek, 08 marca 2010
Nefertiti - najpiękniejsza?

Nefretete

Dzień Kobiet niektórym się kojarzy z komuną, innym z Manifą, a ja tam kobietą będąc zasadniczo wyzwoloną wcale nie uważam, żeby kontemplacja kobiecego piękna albo całowanie w rękę uwłaczało mojej godności. A zatem na złość ideolo-feministkom będzie politycznie niepoprawnie: kobieta uważana przez wielu za najpiękniejszą w historii (skądinąd jej imię tłumaczy się jako "Piękna, która nadchodzi"). Ja tam osobiście wolę greckie posągi, a postać tej królowej fascynuje mnie z zupełnie innego powodu: była żoną faraona-reformatora (czy też, jak chcą inni, heretyka), Amenhotepa IV - Echnatona. Wprowadził on na krótko w miejsce tradycyjnej religii egipskiej kult dość abstrakcyjnego bóstwa symbolizowanego przez tarczę słoneczną. Kult Atona sprawia naukowcom kłopoty, nosi bowiem wiele znamion wierzeń indoeuropejskich, a czasy Echnatona (ok. 1350 BC) to dopiero początek poważniejszej ekspansji Indoeuropejczyków na Anatolię i Bałkany. Dokładnie w tym czasie istnieje natomiast w północnej Syrii tajemnicze i potężne królestwo Mitanni, którego elity społeczne prawdopodobnie są pochodzenia indoirańskiego. I tu właśnie znajduje się miejsce dla Nefertiti - analiza jej cech antropologicznych na podstawie zachowanych portretów sugeruje, że była ona księżniczką mitannijską (Mitannijką na pewno była jedna z żon Amenhotepa III, ojca Echnatona) i że to ona zaszczepiła na dworze męża idee, które pozwoliły mu wytoczyć polityczno-religijne działa przeciwko hierarchii kapłańskiej. Paradoksalnie fakt, że reformy załamały się po śmierci Echnatona, który przeżył małżonkę, może stanowić potwierdzenie tej tezy - zabrakło wpływów z zewnątrz, a więc motoru napędzającego kontynuację nowego. Mnie osobiście intryguje jeszcze jedno - jeśli przyjąć te religioznawcze tezy i założyć, że to kolejne mitannijskie żony faraonów stały za chwilową "indoeuropeizacją" Egiptu, to co ze sztuką? Okres amarneński to jedyny czas w dziejach Egiptu przed podbojem greckim, kiedy oficjalna sztuka odeszła od tradycyjnej hieratycznej idealizacji, wręcz podkreślając ułomności cielesne członków rodziny królewskiej, a także przedstawiając ich w scenach prywatnych, na dodatek bardzo emocjonalnie. To wszystko należy raczej do repertuaru cech sztuki indoeuropejskiej, więc może i tu sięgały wpływy królewskiej żony (w Egipcie od zarania państwa bardzo duże) - niczym Bony Sforzy w Polsce?

Nefretete

Nefretete

Neues Museum, Berlin. Swoją drogą miałam spore szczęście, że w listopadzie obfotografowałam tę rzeźbę, ponieważ z powodu niesubordynacji turystów, nieprzestrzegających zakazu używania flesza, zabroniono ją w ogóle fotografować. Więcej o sztuce amarneńskiej, której wspaniałe zbiory znajdują się w tym właśnie muzeum - innym razem.

O autorze
       Copyright

       

       

        Najlepsze Blogi