sobota, 06 lutego 2010
Depas amfikypellon
Nazwa, jaką nadał Heinrich Schliemann tym naczyniom, znalezionym przez niego w warstwie Troja II, pochodzi z Odysei (III 43). W domu Nestora Telemach spełnia libację dla Ateny i pije wino z "pięknego kubka dwuusznego". Dla Schliemanna, który był archeologiem-romantykiem, znalezienie takiego kubka - obok. tzw. "skarbu Priama" złożonego ze złotej biżuterii i naczyń - stanowiło dowód, iż natrafił na to, czego obsesyjnie poszukiwał: Troję Homerową, stanowiącą potwierdzenie, iż opowieści zawarte w ósmowiecznych eposach stanowią odbicie autentycznych wydarzeń historycznych. Niestety, Schliemann był w błędzie: Troja II to warstwa znacznie wcześniejsza niż "wojna trojańska", późniejsze badania bowiem pozwoliły wydatować ją na lata 2500-2200 BC czyli długo przed początkiem epoki mykeńskiej na lądzie greckim. Co więcej, Schliemann nigdy nie dowiedział się, że prowadząc coraz głębsze wykopaliska - zakładał bowiem mylnie, że "Troja Priama" powinna być jedną z najstarszych warstw - zniszczył nieodwracalnie dokładnie to, czego szukał, czyli miasto z ok. 1200 BC. Archeologowie do dziś nie są całkiem zgodni, czy "wojna trojańska" odpowiada za zniszczenie warstwy Troja VI czy też Troja VIIa, ponieważ w obu znajdują się elementy zgodne i całkowicie sprzeczne z opisem Homera. Na pewno jednak "Homerowe" skarby Schliemanna to zabytki ze znacznie wcześniejszej epoki. Nazwa przyjęła się jednak w archeologii dla takich naczyń, które poza tym, że bardzo popularne w Troi epoki wczesnego brązu, rozpowszechnione były w tym samym czasie również w całej Azji Mniejszej i w Syrii, a spotyka się je także na Cykladach.
Neues Museum, Berlin
sobota, 30 stycznia 2010
John Keats, Oda do urny greckiej
Nie ma to jak otworzyć główną stronę Wikipedii. Akurat wczoraj jako "polecany artykuł" na angielskiej wersji widniała notatka o wspaniałym wierszu Johna Keatsa, Ode on a Grecian Urn, napisanym, jak sie dowiedziałam, w styczniu 1820, czyli 190 lat temu. To z tego wiersza pochodzi jeden z moich ulubionych cytatów: Beauty is truth, truth beauty - that is all W artykule pokazany jest między innymi szkic Keatsa, przedstawiający słynną marmurową "wazę Sosibiosa" z I w. BC, znajdującą się obecnie w Luwrze. Niestety, kiedy ja byłam w Paryżu, spora część ekspozycji sztuki greckiej była zamknięta, toteż nie mam akurat tego dzieła na zdjęciach, ale ponieważ jest to hellenistyczny krater wolutowy sporych rozmiarów, skorzystam z okazji, żeby pokazać tu kilka zdjęć bodaj czy nie najwspanialszego naczynia greckiego, jakie znam - Krateru (wolutowego) z Derveni. Większą i bardziej szczegółową notkę na jego temat napisałam na blogu Hellenika, gdzie niniejszym odsyłam zainteresowanych. Krater z Derveni jest o mniej więcej trzysta lat starszy od wazy Sosibiosa i należy jeszcze do epoki późnoklasycznej, ale jego dekoracja rzeźbiarska zapowiada już w pełni osiągnięcia hellenizmu, jeśli chodzi o ekspresję i realistyczne przedstawienie postaci ludzkich w ruchu. Tego arcydzieła toreutyki nie mógł oczywiście znać John Keats, ponieważ zostało odkryte dopiero w połowie XX w., ale podobieństwo formalne do wazy, która stanowiła dla niego natchnienie, jest spore: ten sam kształt, podobne motywy dekoracyjne, pierwsza strofa zawiera nawet opis podobnych scen jak tutaj. A ponieważ na Hellenika pokazałam krater w pełnej okazałości, tu przede wszystkim kilka uzupełnień jego olśniewających detali.
Muzeum Archeologiczne w Tessalonice Powyżej podałam link do tekstu angielskiego, niestety na razie nie udało mi się w internecie zlokalizować satysfakcjonującego mnie przekładu polskiego; jeśli znajdę, to umieszczę. A może wcześniej uporam się z własną próbą zmierzenia się z tym tekstem? PS. 5 lutego 2010: uporałam się. Efekt tutaj.
środa, 20 stycznia 2010
Pożegnanie z Muzeum - rzeźba
Kolekcja rzeźby nie jest (była?) w Muzeum Czartoryskich bardzo duża, ale można było zobaczyć kilka naprawdę reprezentatywnych dla wielu epok i stylów dzieł. Jak sobie o tym teraz myślę, to jeszcze bardziej zimna złość mnie ogarnia, że w tej chwili w Krakowie nie ma miejsca, gdzie można by komuś cokolwiek sensownie o sztuce starożytności klasycznej opowiedzieć, bo zbiory Muzeum Archeologicznego akurat pod tym względem są bardzo mizerne, znacznie więcej jest tam zabytków egipskich.
Hellenistyczna figurka Afrodyty Anadiomene czyli wynurzającej się z morza. Pierwszym artystą, który przedstawił takie ujęcie, był malarz Apelles w IV w. BC, a inspiracją miała być słynna ateńska hetera, Fryne, którą Apelles miał widzieć wychodzącą nago z morza. Obraz niestety nie zachował się, choć wiadomo, że po wywiezieniu do Rzymu zdobił świątynię Boskiego Juliusza (Cezara), wystawioną na Forum Romanum przez Oktawiana Augusta. Źródłem zachwytów nad kunsztem malarskim Apellesa miał być między innymi sposób przedstawienia rozpryskującej się wokół bogini wody - z opisów możemy wnioskować, że dziś określilibyśmy to ujęcie jako "impresjonistyczne". Temat stał się następnie bardzo popularny w rzeźbie hellenistycznej, tym razem być może za sprawą rzeźbiarza Polycharmosa z Rodos (1 połowa II w. BC). Istniały dwa warianty rzeźbiarskiej Anadiomene: stojąca i przykucnięta.
Ariadna (lub też po prostu bachantka) na panterze, I BC/I CE; niezwykle piękne, nieznane mi poza tym z rzeźby pełnej, przedstawienie. Pantera była świętym zwierzęciem Dionizosa - stąd intepretacja tej rzeźby.
Artemida i Apollo, popiersia z podwójnej hermy czyli słupa zwieńczonego głową lub popiersiem; Rzym, epoka Antoninów (II w. CE). Hermy były jedną z najstarszych form monumentalnej rzeźby greckiej, a ich nazwa bierze się stąd, że oryginalnie były ustawiane przy drogach lub granicach miast lub posiadłości, a przedstawiały Hermesa, opiekuna podróżników. Nierzadko oprócz wieńczącej słup głowy zaznaczano na nim również - realistycznie lub symbolicznie - genitalia. Hermy stały się niezwykle popularne w Rzymie i zatraciły wówczas swój pierwotny charakter. Podwójne hermy zwieńczone były dwoma popiersiami, złączonymi tyłami głów.
sobota, 16 stycznia 2010
Pożegnanie z Muzeum - wazy
Małe uzupełnienie wpisu ze Scribere... - kilka co ładniejszych eksponatów z rozproszonej kolekcji zamkniętego na dwa albo trzy (bez opóźnień) lata Muzeum Czartoryskich. Na początek chluba kolekcji czyli malarstwo wazowe. Naczynia te oprócz tego, że bardzo piękne, są dodatkowo cenne dlatego, że są sygnowane przez twórców, dzięki czemu da się zidentyfikować warsztaty, z których pochodzą, oraz w miarę dokładnie je datować.
Orszak dionizyjski ze czarnofigurowej sceny powrotu Hefajstosa na Olimp (bóg jedzie na ośle pośrodku przedstawienia) na kyliksie sygnowanym przez Amasisa (580-570 BC), prawdopodobnie zarówno garncarza jak i malarza, który być może - sądząc po imieniu, będącym zhellenizowaną wersją imienia Ahmosis - był egipskim Grekiem, tworzącym w Atenach, specjalizującym sie w kyliksach.
Tondo czerwonofigurowego kyliksu (czary) sygnowanej przez malarza Onesimosa (500-480 BC), jednego z najwybitniejszych twórców późnoarchaicznego malarstwa wazowego, specjalizującego się w ozdabianiu kyliksów.
Bardzo rzadka scena porwania Orejtyi przez Boreasza; hellenistyczna hydria - czyli dzban do noszenia wody - kampańska (południowa Italia) z kręgu Malarza Iksjona, ok. 330 BC.
piątek, 08 stycznia 2010
Marsjasz
Jeden z najokrutniejszych i najbardziej tajemniczych, niejednoznacznych mitów. W powszechnie znanej wersji satyr (bądź, jak chcą inni, sylen) Marsjasz rzuca wyzwanie bogu sztuki i muzyki, Apollinowi, staje z nim do konkursu muzycznego. W takim pojedynku jest z góry przegrany - muzyka Apollina jest doskonała i cywilizowana, podczas gdy Marsjasz uosabia siłę dzikiej natury i nieokiełznaną muzykę towarzyszącą dionizyjskim pochodom. A przecież właśnie z tej tradycji zrodziła się sztuka nieporównana i niespotykana nigdzie indziej, w której zawiera się cały geniusz Grecji - teatr. Wedle wielu przekazów jednak chodziło o coś troszkę innego. Zaczęło się od tego, że Marsjasz znalazł porzucony przez Atenę aulos, podwójny flet. Bogini była jego wynalazczynią, ale Hera i Afrodyta wyśmiały ją, kiedy grała na tym instrumencie, ponieważ musiała do tego groteskowo wydymać policzki. Atena przejrzała się w rzece i wyrzuciła instrument, który podniósł Marsjasz i zachwycił się jego dźwiękiem - i właśnie o to, czy lepszy jest aulos czy lira, miał się pokłócić z Apollinem. Bóg wygrał, ponieważ potrafił grać na odwróconej lirze, podczas gdy podwójny flet nie okazał się aż tak wszechstronnym instrumentem. Jeśli zaś chodzi o karę, jaka spotkała Marsjasza - obdarcie ze skóry - to z jednej strony mamy w micie informację, że Apollo przystał na współzawodnictwo pod warunkiem, że zwycięzca zrobi, co zechce, z pokonanym, z drugiej zaś bardzo przekonująca jest interpretacja, iż tak naprawdę Marsjasz był od początku skazany na karę za hybris - pychę, która kazała mu się uważać za lepszego od bogów. Jak wiadomo, w mitologii greckiej jest to jedno z najcięższych przewinień. Ponoć zresztą Apollo pożałował później swego uczynku, który był niewspółmierny nawet do hybris i przemienił Marsjasza w rzekę, a lirę połamał. Dzieje Marsjasza stały się popularne zwłaszcza w sztuce hellenistycznej (III-I w. BC), kiedy chętnie przedstawiano zawieszonego na drzewie satyra, co pozwalało na niezwykle realistyczne przedstawianie muskulatury. Wcześniej preferowano raczej sceny mniej drastyczne: słynna klasyczna grupa Myrona (pierwsza połowa V w.) ukazuje moment, kiedy Atena rzuciła właśnie aulos, a Marsjasz za chwilę go podniesie. Myron w postaciach Ateny i Marsjasza zdołał dodatkowo zasygnalizować różnice między żywiołem olimpijskim, apollińskim, a dionizyjską dzikością - oblicze Ateny (znane z innych zachowanych kopii) jest spokojne, podczas gdy twarz Marsjasza wykrzywia niemal zwierzęcy grymas, często spotykany w przedstawieniach postaci z orszaku Dionizosa, zwłaszcza satyrów i centaurów, z epoki klasycznej. Z kolei na późnoklasycznej płaskorzeźbie (poł. IV w.) pokazana jest sama scena pojedynku, z tym że mamy tu już zapowiedź tragedii: między Apollinem a Marsjaszem stoi scytyjski wojownik z nożem, który ma wykonać egzekucję.
Myron, Atena i Marsjasz, marmurowa kopia rzymska (Muzea Watykańskie, Rzym)
Marsjasz przywiązany do drzewa - rzymskie kopie rzeźby hellenistycznej (Luwr, Paryż; Muzea Kapitolińskie, Rzym)
Pojedynek Apollina z Marsjaszem (Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach)
sobota, 02 stycznia 2010
Rok muzeów
Podsumowanie roku powinno się pewnie robić jeszcze w sylwestra, ale trudno. Rok 2009 był dla mnie bardzo dobry, jeśli chodzi o zwiedzanie, do tego stopnia, że naprawdę trudno mi powiedzieć, co było najważniejsze - szalony bieg po pięciu muzeach w ciągu jednego, ostatniego dnia krótkiego pobytu w Rzymie czy też to, że nareszcie spełniłam jedno z największych marzeń, czyli zobaczyłam kopenhaską Ny Carlsberg Glyptotek z jej galerią arcydzieł, siedem wizyt w Wielkim Tumulusie w Verginie, czy może po prostu Wyspa Muzeów w Berlinie? W związku z tym zmieniam "kategorię nagrody" i w ramach podsumowania prezentuję muzea, które były dla mnie największą pozytywną niespodzianką. Nagroda za całokształt: nie tylko zbiory, ale również ich ekspozycję. And the Oscar goes to... Palazzo Altemps w Rzymie. Piękne stare wnętrza z wyeksponowanymi, ale nienarzucającymi się renesansowymi freskami, rzeźby ustawione tak, że naprawdę można je dobrze obejrzeć, te największe i najsłynniejsze mają wokół siebie dużo miejsca i dobrze dobrane perspektywy oraz oświetlenie. Miejsce drugie - Centrale Montemartini takoż w Rzymie za wspaniałe połączenie industrialnego wnętrza dawnej elektrowni z ekspozycją sztuki antycznej. Miejsce trzecie - nowa aranżacja w muzeum archeologicznym w Dionie, jak na Grecję dobrze i przejrzyście pomyślana. Dla przeciwwagi antynagrody też idą do Rzymu: ex aequo Muzea Watykańskie i Kapitolińskie za upchnięcie na chybił trafił mnóstwa fantastycznych eksponatów w za małych dla nich salach i korytarzach, fatalnie zorganizowane podpisy i ogólny bałagan; w przypadku Muzeów Watykańskich dodatkowa nagana za trzymanie arcydzieł w warunkach uwłaczających wszelkiej przyzwoitoścu (szerzej isałam o tym na Scribere...). Antynagroda specjalna: Muzeum w Thasos, które od lat prawie dziesięciu jest "chwilowo nieczynne z powodu zmiany ekspozycji".
Jedno z arcydzieł w Palazzo Altemps: mój ukochany Ares Ludovisi
Klasyczna rzeźba na tle dawnej maszynerii w Centrale Montemartini
Greccy filozofowie w Muzeum Archeologicznym w Dionie
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Isis Pharia
Jak dość powszechnie chyba wiadomo, ze sztuki greckiej zachowało się niezbyt wiele oryginałów - większość dzieł wielkich twórców znamy z kopii rzymskich, które były często dostosowywane do gustów i potrzeb (np. wielkość pomieszczenia czy ogrodu) zamawiającego. Nie były to więc zawsze "kopie" w naszym dzisiejszym rozumieniu - jak najwierniejsze odtworzenia oryginału. Rekonstrukcja wyglądu oryginałów polega często na żmudnym porównywaniu istniejących rzeźb, które uważa się za możliwe kopie jakiegoś dzieła; porównywaniu ich między sobą oraz z zachowanymi niekiedy opisami (częściej tylko wzmiankami) w tekstach starożytnych. Czasami jednak na pomoc przychodzą istniejące wizerunki, zwłaszcza na monetach. Tak było w przypadku tej rzeźby z kolekcji Muzeum Narodowego w Budapeszcie - porównanie z rewersami monet* z czasów rzymskiej dynastii Antoninów (II w. CE) pozwoliło uznać, że jest to najprawdopodobniej kopia posągu Izydy (a właściwie synkretycznej Izydy-Afrodyty), znajdującego się na Faros obok Aleksandrii, tuż obok słynnej latarni morskiej. W aleksandryjskiej tradycji bowiem (nieobcej i innym rejonom świata greckiego) narodzona z morza Afrodyta a następnie Izyda czczona była między innymi jako opiekunka żeglarzy. Niestety nie zachowała się głowa tej rzymskiej kopii, ale z monet wiemy, że bogini miała fryzurę podobną do niektórych portretów królowych z II w. BC - tu prezentuję portret Kleopatry II lub III z tym właśnie charakterystycznym uczesaniem "w korkociąg". Znane jest ono również z monetarnych przedstawień Izydy za Ptolemeuszy. Isis Pharia opierała ponadto wyciągniętą do przodu rękę na wydętym żaglu, który również się nie zachował, ale jest - wraz z miniaturową latarnią morską - widoczny na monecie.
Isis Pharia, Muzeum Narodowe w Budapeszcie
Kleopatra II lub III w towarzystwie swoich przodków: Ptolemeusza I i Arsinoe II; Luwr, Paryż
* Niestety nie posiadam akurat takiej monety na zdjęciu, w związku z czym podaję link do strony, gdzie można ją sobie obejrzeć (kliknięcie w obrazek powiększa go)
niedziela, 20 grudnia 2009
Etruskie antefiksy
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech etruskiej architektury świątynnej (podobnie zresztą jak wczesnorzymskiej) były, oprócz pewnych cech konstrukcyjno-strukturalnych, stosowane do budowy materiały: cegła suszona, drewno i terakota. Ta ostatnia używana była głównie w dekoracjach reliefowych i rzeźbiarskich, z których zachowało się do dziś całkiem sporo. Typowym elementem dekoracji były m. in. antefiksy - ozdobniki umieszczane wzdłuż krawędzi dachu - w przypadku budowli etruskich najczęściej rzeźbione w motywy roślinne, zwłaszcza palmety, albo też figuralne: zazwyczaj gorgonejony i głowy satyrów, ale także popiersia męskie i kobiece. Były one następnie malowane i również sporo z tej polichromii przetrwało do naszych czasów. Ich styl zmieniał się wraz ze zmianami stylu w rzeźbie.
Antefiks z głową kory w stylu archaicznym
Antefiks z głową satyra lub Sylena
Antefiks z głową kobiecą
A tak to wyglądało od tyłu.
Zdjęcie 1 i 4 - British Museum, Londyn; zdjęcie 2 i 3 - Ny Carlsberg Glyptotek, Kopenhaga
niedziela, 13 grudnia 2009
Capite velato
Rzymianie, jak wiadomo, byli narodem wybitnie przesądnym. Między innymi z tego powodu dość bez zastrzeżeń akceptowali wszystkie możliwe cudzoziemskie bóstwa i stawiali im u siebie świątynie albo przynajmniej kapliczki bądź ołtarze - po prostu woleli żadnemu się nie narażać. Czasem jednak ta przesądność przybierała groteskowe wręcz rozmiary: na przykład recytując modlitwę Rzymianin nie mógł się pomylić, a jeśli już tak nieszczęśliwie się zdarzyło, to zaczynał cały proceder od nowa. Szczególną wagę przywiązywano w Rzymie do omenów i w tej kwestii ten jakże praktyczny naród wymyślił przepisy w swej prostocie (by nie rzec naiwności...) wręcz genialne: mianowicie składający ofiarę kapłan - lub ktokolwiek występujący w tej funkcji - musiał mieć zasłoniętą głowę, a towarzyszyć mu powinien fletnista, oczywiście robiący użytek z fletu. Po co to wszystko? Ano po to, żeby nie widzieć i nie słyszeć ewentualnych złych omenów... Z punktu widzenia historii sztuki rzymskiej ma to jeden plus: jeśli widzimy posąg przedstawiający Rzymianina z połą togi narzuconą na głowę (capite velato czyli z przesłoniętą głową), to znaczy, że mamy do czynienia z obywatelem spełniającym takie czy inne powinności religijne, czy to prywatne wobec duchów przodków, czy to oficjalne, państwowe - jak zwłaszcza w przypadku cesarzy.
Oktawian August i Antinous
Marek Aureliusz capite velato i w towarzystwie fletnisty We wcześniejszej notce - statuetka Gajusza Juliusza Cezara, wnuka Oktawiana Augusta, ukazanego podobnie. Zdjęcie 1: Museo Nazionale Romano - Palazzo Massimo (Rzym) Zdjęcie 2: Musée du Louvre (Paryż) Zdjęcie 3: Musei Capitolini (Rzym)
niedziela, 06 grudnia 2009
Bramy Thasos
Jeszcze jeden powrót do wakacji - dość nietypowo jak na pozostałości miast greckich w samym Thasos (obecnie na terenie głównego miasta wyspy, Limenas) zachowały się nieźle bramy miejskie z czasów odbudowy fortyfikacji w IV w. BC, choć część dekoracji jest być może nawet wcześniejsza. Mury przebiegały niedaleko agory i portu po stronie północnej, natomiast na południe obejmowały sporą część wznoszących się nad miastem wzgórz, na których grzbiecie wzniesiono kilka sanktuariów oraz zabudowania akropolu. Archeologowie zidentyfikowali siedem bram, z czego na pilastrach czterech zachowała się dekoracja reliefowa.
Najsłynniejsza jest Brama Sylena, na której zachował się wspaniały relief przedstawiający tego kompana Dionizosa (kult boga wina był jednym z najważniejszych na wyspie, obok Heraklesa), niosącego kantharos - naczynie do picia wina
Brama Zeusa i Hery - oba bóstwa były ukazane na przeciwległych pilastrach; zachował się jedynie ten z Herą, przed którą stoi Iris, posłanka bogów i bogini tęczy. Na tronie Hery wyrzeźbiony został prawdopodobnie kolejny towarzysz Dionizosa - satyr
Relief z bramy tzw. Bogini na Rydwanie, która nie została zidentyfikowana. W pobliżu znajduje się Brama Hermesa i Trzech Gracji, której płaskorzeźba zachowana jest w bardzo złym stanie.
sobota, 28 listopada 2009
Kocioł z Gundestrup
Ten wspaniały zabytek znaleziony został na Półwyspie Jutlandzkim w dzisiejszej Danii, ale stylem i dekoracją całkowicie nie przystaje do kultury skandynawskiej - pochodzi prawdopodobnie z dalekiego południowego wschodu (większość motywów - zwierzęta, wśród których są słonie i gryfy, postacie bóstw - wykazuje proweniencję z północno-wschodnich obszarów basenu Morza Śródziemnego lub też regionu zachodniego Morza Czarnego). Wykonany ze srebra kocioł pochodzi z II albo I w. BC, a jego pochodzenie pozostaje na razie zagadką, być może szczegółowa analiza ikonograficzna mogłaby przynieść odpowiedź. Najbardziej prawdopodobny wydaje się trop tracki (obszar dzisiejszej Bułgarii, północno-wschodniej Grecji i północno-zachodniej Turcji), zwłaszcza że może on tłumaczyć również obecność elementów celtyckich, jak np. specyficzne instrumenty muzyczne czy bóstwo z rogami jelenia - na Bałkanach i w Azji Mniejszej Trakowie spotykali się z Celtami. W Skandynawii kocioł znalazł się zapewne drogą handlu lub też jako łup wojenny. Przypuszcza się, że na północy służył do celów rytualnych. Na zewnętrznej stronie kotła przedstawiono głowy bóstw związanych zarówno z płodnością jak i zniszczeniem, wewnętrzną stronę ozdabiają bardziej skomplikowane sceny figuralne.
Nationalmuseet, Kopenhaga
niedziela, 15 listopada 2009
Portrety z Palmiry
Pierwsze wzmianki o Palmirze pochodzą z archiwów miasta Mari z drugiego tysiąclecia BC, ale największy rozkwit tego syryjskiego miasta przypada na późny okres hellenistyczny i czasy rzymskie. Za czasów Seleukidów Palmira zachowała niezależność, a pierwsze próby zdobycia jej przez Rzymian (konkretnie Marka Antoniusza) nie powiodły się. Dopiero kilkadziesiąt lat później, za panowania Tyberiusza, Palmira została włączona do rzymskiej prowincji Syria. Z kolei cesarza Hadriana Palmira zachwyciła do tego stopnia, że ogłosił ją wolnym miastem o nazwie Palmyra Hadriana, rządzonym przez lokalnych, aczkolwiek zromanizowanych królów. Największą sławę spośród władców Palmiry zyskała kobieta, Septimia Zenobia, wdowa po zarządcy Syrii, oficjalnie sprawująca władzę w imieniu swojego nieletniego syna. Zenobia wywołała bunt przeciwko Rzymianom i na krótko oderwała część Syrii i Egiptu od imperium, tworząc królestwo Palmiry. Została pokonana przez cesarza Aureliana, który wprawdzie poprowadził ją zakutą w łańcuchy w tryumfie, ale potem zapewnił jej iście królewskie życie w Rzymie, dopuszczając ją także do czynnej polityki. W sztuce Palmiry przeplatają się elementy grecko-rzymskie i persko-partyjskie, tworząc niepowtarzalny orientalizujący styl. Największą sławę zyskały wykonywane w bardzo wysokim reliefie portrety funeralne, które umieszczano nad wejściami do komór grobowych w niezwykle bogato zdobionych grobowcach, budowanych w położonej pod miastem nekropoli.
Kobieta, III w. CE
Mężczyzna, II w. CE
Ala, córka Yarhai Ababa, 113 CE
Dwaj mężczyźni i dziewczynka (Yarhibole, Male i Belta), 2 połowa II w. CE 1 - Museo Nazionale d'Arte Orientale, Rzym 2-4 - Ny Carlsberg Glyptotek, Kopenhaga
niedziela, 08 listopada 2009
Bes
À propos dyskusji trzy wpisy temu: bardzo ładna wapienna figurka Besa (egipskiego opiekuńczego bóstwa domów i narodzin, które w sztuce pojawia się stosunkowo późno, ale prawdopodobnie występowało w mitologii znacznie wcześniej, co w tej chwili jest dla nas trudno uchwytne) z okresu ptolemejskiego, którą dziś sfotografowałam. 12 listopada: również w związku z wspomnianą dyskusją dołączam jeszcze dwa zdjęcia, za jakość drugiego (z Luwru) z góry przepraszam - jest ono sprzed czasów, kiedy dorobiłam się porządnego sprzętu, ale jest to najstarszy wizerunek Besa, jaki mam w fotograficznych zbiorach. Pochodzi ona z tzw. okresu późnego, konkretnie IV w. BC. Druga jest również ptolemejska. Wydany przez British Museum słownik starożytnego Egiptu podaje okres Amenhotepa III (Nowe Państwo, pierwsza połowa XIV w. BC) jako najstarszy znany wizerunek Besa jako Besa, a nie któregoś z utożsamionym z nim później bóstw.
Ny Carlsberg Glyptotek, Kopenhaga
Nationalmuseet, Kopenhaga
Luwr, Paryż
sobota, 07 listopada 2009
Ołtarz Pergamoński
Właściwie ideowo nie powinnam lubić tego dzieła: monumentalny ołtarz poświęcony Zeusowi i Atenie powstał dla uczczenia bitwy pod Magnezją w 190 r., w której Rzymianie wraz z Pergamończykami dokopali Antiochowi III z dynastii Seleukidów. Do królów hellenistycznych tak w ogóle to mam stosunek spod znaku odi et amo: kocham tę epokę, kocham jej sztukę, wielu władców - z Antiochem III włącznie - lubię i podziwiam, ale zarazem darować im nie mogę tych nieustannych wojen i kłótni, które w końcu doprowadziły do upadku ich świata, bo coraz to ktoś na tym wschodzie zwracał się do rosnącego powoli ale skutecznie w siłę Rzymu, a z Rzymianami to tak było, że jak dostali palec, to natychmiast, nie czekając, odgryzali całą rękę. Ale mimo to wszystko nie jestem w stanie nie lubić Ołtarza - ma on jedną z najwspanialszych dekoracji rzeźbiarskich w historii. Na pocżątek fragmenty tzw. dużego fryzu, przedstawiającego gigantomachię.
Pergamonmuseum Berlin
poniedziałek, 26 października 2009
Wenus Eskwilińska
No dobrze, przyznam się - zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i to całkowicie i na amen, choć wydawało mi się, że ten etap mam już za sobą ;) Jest dla mnie absolutnie najpiękniejszym posągiem Afrodyty, jaki widziałam, a widziałam sporo tych najsłynniejszych. Niektórzy chcieliby w niej widzieć Kleopatrę (może ze względu na tego węża na naczyniu u stóp), ale przypominam, że Kleopatra nie była piękna. I to by było na tyle. Doskonałe piękno nie potrzebuje komentarza.
rzymska kopia rzeźby hellenistycznej Muzea Kapitolińskie, Rzym
poniedziałek, 12 października 2009
Egipskie apotropajony
Jakoś tak się składa, że w sztuce egipskiej zachwycają mnie znacznie bardziej drobiazgi niż np. wielkie ozdobne sarkofagi czy monumentalna rzeźba. Oto jeden z moich tegorocznych zachwytów w British Museum - niewielkie przedmioty z kości słoniowej, w katalogu muzealnym określane jako "wands" (różdżki), które miały charakter apotropaiczny, tzn. ich rolą było odstraszanie czy odpędzanie złych mocy. Tego rodzaju przedmioty spotykane są w całym świecie starożytnym, bardzo często funckję apotropajonów pełniły wizerunki różnych mniej lub bardziej demonicznych stworów; również w średniowieczu wszelkiego rodzaju gargulce miały podobną rolę. Prezentowane tu "różdżki" miały za zadanie strzec matki i dziecka, a także - jeśli były składane w wyposażeniu grobowym - zmarłego w chwili narodzin do nowego życia. Na ich powierzchni wyryte są wizerunki lub symbole bóstw i sił opiekuńczych.
Późne Średnie Państwo, ok. 1750, pochodzenie z Teb. British Museum
niedziela, 04 października 2009
Aliki
Na południowo-wschodnim cyplu wyspy Thasos było sobie kiedyś portowe miasto Alyke. Pozostały z niego ruiny sanktuarium poświęconego prawdopodobnie Dioskurom, niewielkie groty, które również były miejscami kultu, kamieniołomy (Thasos było jednym z głównych eksporterów marmuru) z czasów od archaicznych po bizantyjskie oraz parę drobiazgów w rodzaju baz pod kolumny i sarkofagów. Ale pod względem widokowym jest to kolejne miejsce, które zachwyciło mnie tak, jak niegdyś Perachora.
Widok ogólny sanktuarium
Część północna z widoczną jedną z grot
Część południowa
Na progu południowej części sanktuarium zachowały się liczne graffiti - oprócz prezentowanego erotycznego obrazka znajdują tam również inskrypcje, głównie wyznania miłosne, wypisywane prawdopodobnie przez żeglarzy, ale także modlitwa urzędników miasta o pomyślne wiatry.
Kamieniołomy z epoki archaicznej
niedziela, 20 września 2009
Z muzealnego podwórka
Dosłownie. Muzeum w Veroi (Verii) należy do tych, gdzie fotografia jest zabroniona - ale "na zewnątrz" wolno robić zdjęcia, jak mnie poinformowała pilnująca harpia (na ten temat zob. notka na Scribere...). Tymczasem na zewnątrz mają absolutne i z całą pewnością nieopublikowane cuda! Przedzieranie się między niemalże zwalonymi na stertę stelami nagrobnymi, sarkofagami, fragmentami kolumn i innymi elementami architektoniczno-rzeźbiarskimi, zaowocowało odkryciem kilku bardzo ładnych stel typowych dla Macedonii, o ikonografii których chciałabym kiedyś coś poważniejszego napisać.
niedziela, 06 września 2009
Spintriae
Pod tytułową nazwą kryją się niewielkie krążki z brązu, ozdobione wyszukanymi i bardzo frywolnymi scenami. Najwięcej znanych egzemplarzy datowane jest na czasy cesarza Tyberiusza (I w. CE), a teorie co do ich roli są bardzo różne; ze względu na to, że na drugiej stronie umieszczano oznaczenia liczb, przypuszcza się obecnie, że mogły to być żetony służące do jakichś erotycznych gier, ale tradycyjnie określa się spintriae jako żetony burdelowe. Jedna z największych ich kolekcji znajduje się w zbiorach Hunterian Museum w Glasgow, gdzie do czwartku byłam na XIV Międzynarodowym Kongresie Numizmatycznym - więc należy się jakaś notka związana z tym miejscem, a w sumie również z tematyką Kongresu, bo takie żetony to również numizmaty.
Wszystkie obiekty w dużym powiększeniu, oryginalnie mają ok. 2 cm średnicy.
piątek, 28 sierpnia 2009
Hercules Britannicus
Odkryłam w British Museum salę poświęconą rzymskiej Brytanii. Jakoś podczas rozlicznych wcześniejszych wizyt nie trafiałam do niej, bo jest między pradziejami Wysp a średniowieczem... I zachwycił mnie tam ten Herkules o wyraźnie barbarzyńskich rysach, zapewne jakiegoś Celta, sądząc po charakterystycznym zaroście - jeśli znajdę, to w najbliższym czasie zamieszczę "Umierającego Galla" dla porównania. Oczywiście identyfikacja tej figurki jako Herkulesa nie jest całkiem pewna. Ale na pewno uwagę zwraca doskonałe wykonanie, zupełnie różne od typowej sztuki prowincjonalnej - co jest tym dziwniejsze w kontekście przedstawienia barbarzyńcy. No chyba że to nie jest żaden Herkules, wbrew temu, co chcieliby w Muzeum, ale po prostu studium brytyjskiego łucznika. Identyfikacja bierze się stąd, że Heraklesa/Herkulesa bardzo często przedstawiano w takiej właśnie pozie w rzeźbie i malarstwie wazowym, mierzącego do ptaków stymfalijskich.
piątek, 07 sierpnia 2009
Fibule
Bywam (jestem?) leniwa. Zwłaszcza w letnie upały, kiedy codziennych obowiązków jakby nieco mniej. A jakkolwiek był taki czas, że nawet nienajgorzej rozpoznawałam część fibul wedle różnych klasyfikacji - choć przyznaję, Almgrena przyswoiłam tak na poważnie to do grupy III - to dziś już niewiele z tego pamiętam, w związku z czym nie będę nawet udawać, że szukałam po tablicach, co to konkretnie. Jak trafi tu jakiś specjalista lub hobbysta, to proszę bardzo, komentarze otwarte. W muzeum (przy forcie Aquincum w Budapeszcie) nie było szczegółowych informacji. Jedyne, co mogę z jakąś tam odpowiedzialnością powiedzieć, to że pierwsze zdjęcie przedstawia fibule z epoki brązu, drugie i trzecie zaś - z okresu wpływów rzymskich czyli epoki żelaza w barbaricum.
czwartek, 30 lipca 2009
Carnuntum
Czasem nie trzeba daleko jechać, żeby zobaczyć ślady klasycznej starożytności. Na tereny Polski Rzymianie nie dotarli, jeśli nie liczyć wędrowców zapuszczających się tu po bursztyn, a może i futra, handlujących głównie z przedstawicielami kultury, którą dziś nazywamy przeworską (ludność ta zamieszkiwała południowo-zachodnie tereny obecnej Polski do drugiej połowy V w., a więc do wczesnego okresu wędrówek ludów) - ale bardzo niewiele o nich wiemy, jako że śladami ich obecności bądź też tylko kontaktów handlowych są przede wszystkim skarby monet i pojedyncze znaleziska, brak natomiast jakichkolwiek trwałych pozostałości. Limes rzymski opierał się natomiast nie tak znów daleko na linii Dunaju, a pojedyncze najdalej na północ wysunięte placówki znajdowały się na południe od linii Karpatów, np. na terenie dzisiejszej Słowacji. Austria i Węgry natomiast obfitują w pozostałości obwarowań granicy Imperium, której poważne umacnianie zaczęło się w okresie panowania dynastii Flawiuszy (69-96), a plus minus ostateczny kształt osiągnęło za Antoninów (96-180). Położone na północny wschód od Wiednia (Vindobony) Carnuntum to jedno z najlepiej przebadanych i najciekawiej udostępnionych zwiedzającym miast dunajskiego limesu, aczkolwiek na głównym terenie wykopalisk - w "mieście cywilnym" - trwają wciąż prace nad parkiem archeologicznym. Carnuntum było początkowo obozem legionowym, z którego Tyberiusz, jeszcze zanim został cesarzem, prowadził wojnę z państwem germańskich Markomanów pod wodzą wychowanego w Rzymie Marboda. Miasto Aelium Carnuntum (nazwa ma pochodzić od celtyckiego słowa "karn", "kairn" - skała) założył tu Hadrian, a Marek Aureliusz spędził tu trzy lata podczas kolejnej wojny z Markomanami, tu też napisał część swoich Rozmyślań. W 193 r. w Carnuntum został obwołany cesarzem Septymiusz Sewer, ówczesny namiestnik prowincji Pannonia. Miasto zostało zniszczone przez Germanów w IV w., pod koniec tego stulecia usiłował odbudować je Walentynian I, który jednak zmarł nagle i nie dokończył odbudowy północnego limesu. Przez Carnuntum biegł główny szlak bursztynowy na północ.
Amfiteatr legionowy - jedyna pozostałość po obozie wojskowym. Obecnie odbywają się tu pokazy walk gladiatorów.
Personifikacja Dunaju z okresu cesarstwa (styl wskazuje, iż powstała zapewne między połową II a połową III w.), znajdująca się w bardzo ciekawym miejscowym muzeum. Rzeźba posiada cechy charakterystyczne dla sztuki prowincjonalnej: pewną nieporadność i "naiwność" w opracowaniu.
Tzw. "Heidentor" czyli "brama pogańska" - wzniesiona na cześć cesarza Konstancjusza II, syna Konstantyna I, w połowie IV w. Jest to jeden z najpóźniejszych pogańskich zabytków rzymskich (znajdowały się tu m. in. ołtarze Diany i Jowisza Największego Najlepszego) - kilkanaścia lat później Teodozjusz I zakaże sprawowania dawnych kultów. Brama miała kształt tetrapylonu, charakterystyczny dla architektury triumfalnej późnego cesarstwa (rekonstrukcja całości na pierwszym planie).
piątek, 24 lipca 2009
Ptolemejki
Nieco ponad tydzień temu sfinalizowałam pierwszy etap studiów archeologicznych dzięki paniom z dynastii Ptolemeuszy, więc może należy im się jakiś niewielki wpis. O monetach, które mnie konkretnie zajmowały, wspominałam tutaj, więc tym razem garstka portretów rzeźbiarskich. Ptolemeusze - zwani też Lagidami od imienia Lagosa, ojca założyciela dynastii (wiążą się z tym różne ciekawe anegdoty, ale o tym napiszę niedługo na Scribere...) rządzili Egiptem po rozpadzie imperium stworzonego przez Aleksandra; Ptolemeusz był jednym z przyjaciół, towarzyszy, dowódców, a może i krewnym króla, a po 321 r. (układ między diadochami w Triparadeisos) został satrapą Egiptu. W 305 r., po ostatecznym wygaśnięciu (a raczej wyrżnięciu przez różnych mało sympatycznych osobników) macedońskiej dynastii Argeadów, podobnie jak inni "następcy" ogłosił się królem. Dynastia rządziła Egiptem do 30 r., kiedy to (jeszcze w 31 r.) pod Akcjum Oktawian pokonał Marka Antoniusza i Kleopatrę VII, którzy następnie popełnili samobójstwo. Trójka ich dzieci przeżyła (w przeciwieństwie do syna Kleopatry i Cezara), ale o synach wiemy niewiele. Córka, Kleopatra Selene, była żoną króla Mauretanii, Juby, miała z nim między innymi syna Ptolemeusza, który rządził tym marionetkowym państwem pod rzymskim protektoratem.
Arsinoe II Filadelfos, siostra i żona Ptolemeusza II Filadelfosa; w dziejach dynastii znacznie ważniejsza niż słynna Kleopatra VII. Miała niezliczone świątynie i stała się rodzajem bóstwa opiekuńczego dynastii.
Berenike II Euergetis, kuzynka i żona Ptolemeusza III Euergetesa, jako pierwsza samodzielnie rządziła państwem pod nieobecność męża, skądinąd na wzór królowych egipskich (i nie mówimy tu o Hatszepsut, która po prostu rządziła jako faraon)
Kleopatra II, również jedna z najważniejszych królowych w dziejach dynastii: rządziła 53 lata i miała znacznie większe znaczenie w państwie niż zwłaszcza jej drugi mąż (i brat). Po Ptolemeuszu VI i Kleopatrze II zaczyna się powolny upadek dynastii.
Kleopatra VII Filopator Nea Isis - zgodnie z tym, co pisał Plutarch, nie była szczególnie piękna, ale najwyraźniej miała 'to coś', była inteligentna, oczytana, znała kilka języków i była wytrawnym politykiem. Formalnie rządziła u boku kolejnych mężów, skądinąd własnych znacznie młodszych braci, a następnie w imieniu syna. Rzeżby 1-3 znajdują się w Luwrze, 4-5 w British Museum
poniedziałek, 13 lipca 2009
Reliefy Campana
Nieoczekiwana wizyta w Warszawie zaowocowała odwiedzinami w Galerii Sztuki Starożytnej tamtejszego Muzeum Narodowego. Niestety część ważnych zabytków, które wedle podręczników należą do zbiorów tego muzeum, z niewiadomych powodów stoi gdzieś w magazynach, ale i tak jak na tak niewielką przestrzeń wystawienniczą poświęconą antykowi, nie jest najgorzej. Na ekspozycji są też depozyty z Luwru i Berlina, ale wcale niekoniecznie należą do najcenniejszych obiektów. Na początek kilka rzymskich terakotowych plakiet dekoracyjnych, znanych jako "reliefy Campana" od nazwiska ich kolekcjonera, markiza Campana (znanego również z zainteresowania zabytkami etruskimi). Przedstawiały one elementy ornamentacyjne i sceny figuralne, narracyjne lub w tzw. ujęciu heraldycznym, czyli bardziej "dekoracyjne". Układano je w długie fryzy na ścianach we wnętrzach budynków. Ich produkcja sięga późnej Republiki (I w,. BC), ale najlepsze pod względem artystycznym egzemplarze pochodzą z okresu rządów Augusta (przełom er).
Dwie kobiety ustawione 'heraldycznie' (antytetycznie) po dwóch stronach wici roślinnej.
Perseusz z głową Meduzy. Oba reliefy pochodzą z I w. CE, są depozytami Luwru.
piątek, 03 lipca 2009
Nagła zmiana planów
Będzie znów nieco osobiście, wybaczcie. Miałam jechać na Cypr, do Pafos, a tu nagle wiadomość jak grom z jasnego nieba: jest miejsce dla kogoś z Krakowa w Verginie. I tym kimś mam być ja. Wielkie zawirowanie, odwoływanie rezerwacji biletów, ale Vergina - starożytne Aigai, historyczna stolica królestwa Macedonii, królewska nekropola, miejsce najbardziej spektakularnego odkrycia w archeologii klasycznej drugiej połowy XX w.: Wielkiego Tumulusu z grobem Filipa II (który jest jednym z moich antycznych ulubieńców) - toż moim marzeniem było, żeby choćby na chwilkę wejść na teren prowadzonych obecnie w pałacu i teatrze prac. A Cypr, mam nadzieję, w przyszłym roku, bo już się bardzo na zwiedzanie tam napaliłam...
Teatr w Aigai może nie wyglądał imponująco te parę lat temu, jak robiłam to zdjęcie zanim jeszcze teren został zamknięty dla turystów, ale to tu wystawiano sztuki Eurypidesa, tu również został w 336 roku zamordowany Filip II. Ciekawostką jest to, że najprawdopodobniej król z rodziną i dworem oglądał przedstawienia ze specjalnego tarasu pałacu, położonego nad widownią teatru. Jak to wygląda obecnie, zobaczę zapewne we wrześniu.
Jeden z grobów macedońskich w Verginie. Charakterystyczne dla architektury sepulkralnej Macedonii są grobowce fasadowe (tak również zbudowane są te królewskie w Wielkim Tumulusie), z półkolumnami doryckimi lub jońskimi, odpowiednim fryzem, a w środku z przedsionkiem i główną komorą grobową, zazwyczaj nakrytą sklepieniem kolebkowym. Takie groby bardzo często nakrywano następnie kopcami (tumulusami), żeby zabezpieczać je przed rabunkiem. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Moje blogi
Ulubione zdjęcia z archiwum
Warto zajrzeć
Tagi
|