Blog > Komentarze do wpisu
Dies natalis

Sol Invictus

Świętujmy zatem, najlepiej jak potrafimy, jego święto, które królewskie miasto czci wspaniale dorocznymi ofiarami i uroczystymi rytuałami. Jestem przy tym doskonale świadom, jak trudno jest pojąć naturę niedostrzegalnego słońca, którą możemy jedynie wyobrażać sobie na podstawie wspaniałości widzialnego boga. Oznajmienie tego innym jest zapewne nieosiągalne bez obdzierania przedmiotu rozważań z jego godności, sądzę bowiem, że nikt nie jest w stanie opisać wielkości jego natury. Niemniej być w stanie choćby zwyczajnie świętować jego majestat wydaje się szczytem ludzkich osiągnięć.

Cesarz Julian (332-363), Mowa na cześć Najwyższego Słońca

Sol Invictus

piątek, 24 grudnia 2010, drakaina

Polecane wpisy

Komentarze
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/12/25 12:25:19
Co on miał na myśli, mówiąc o "niedostrzegalnym Słońcu" i "widzialnym bogu"?
-
drakaina
2010/12/25 14:48:31
Prawdopodobnie coś w rodzaju tego, że słońce jest tylko symbolem jakiegoś Absolutu - w większości w miarę rozwiniętych religii indoeuropejskich masz podobne założenia. Ale dlaczego jest taki układ pojęć - nie wiem. To moje tłumaczenie niestety nie z oryginału, więc wiele więcej w tej chwili nie jestem w stanie powiedzieć, ale pewnie poszperam. Julian był do tego filozofem, więc pewnie dochodzi tu jeszcze jakaś koncepcja bardziej abstrakcyjna. Mam książkę o religijności Juliana, ale niestety brak mi chwilowo czasu, żeby ją przeczytać...
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/12/25 19:14:46
Jak coś znajdziesz, to napisz! Ciekawi mnie też, do kogo była skierowana ta mowa? Do ludu, czy do osób wykształconych? Tzn. czy lud też miał świadomość, że Słońce to niekoniecznie prosty bożek, ale symbol Absolutu?
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/12/25 19:23:49
Przy okazji, ciekawe co myślisz o tym artykule: Sympatia do Hypatii?

Prof. Dzielska jest autorką monografii o Hypatii. Z jednej strony, wydaje się, że można jej ufać jako specjalistce. Z drugiej strony, nie budzi mojego zaufania do niej jako specjalistki to, że tak miesza porządki - ona wierzy, że mądrość = wiedza = nieskazitelność moralna i to specyficznie pojmowana.

Co prawda sama uważam film o Hypatii za naciągany, ale nie jestem specjalistką. Z kolei, może jestem niesprawiedliwa, ale moje zaufanie do niej jako do specjalistki troszkę się chwieje, gdy widzę w jednym artykule rozważania o jej przedmiocie badań, a zaraz obok - o prywatnych przekonaniach religijnych.

Może to jednak wina dziennikarzy, którzy tak sklecili wywiad. Specjaliści powinni bardzo uważać, co mówią. Najlepiej w rozmowach z dziennikarzami mówić albo tylko o życiu prywatnym, albo tylko o swojej specjalności zawodowej. Bo inaczej jedno może rzucać cień na drugie.
-
drakaina
2010/12/25 19:27:26
Do ludu raczej nie, zwłaszcza że wśród ludu właśnie rozpowszechniało się chrześcijaństwo. Prawdopodobnie zresztą to właśnie przedstawiciele tegoż ludu pozbyli się cesarza niewygodnego dla rosnącego właśnie w potęgę kościoła, ponieważ Julian zginął wprawdzie w bitwie, ale w okolicznościach, które wskazują na to, że zabił go jego własny żołnierz.

A co do ludu i Absolutu, to chwilę temu przeczytałam rozmowę, z której wynika, że dla "ludu" w Polsce pojęcie Absolutu nie istnieje. W dawnych czasach antropomorficzne przybliżenia/awatary/personifikacje - czy jakkolwiek to nazwać - były pośrednikami między człowiekiem a Absolutem (i temu zwykłemu człowiekowi wystarczało, że obawiał się Zeusa czy Odyna, świadomie pewnie nie zastanawiał się nad Absolutem), teraz jest dokładnie tak samo, jak wynika z tej rozmowy...
-
drakaina
2010/12/25 19:38:03
(do drugiego komentarza) Prof. Dzielska jest świetną znawczynią późnego antyku, ale jej poglądy są bardzo radykalne. W książkach naukowych, o ile wiem, potrafi tego nie mieszać - ale ten wywiad to rzeczywiście dziwaczny tekst. Na przykład to zdanie: "Jezus pojawił się to doprawdy niezwykłe i tajemnicze wraz z cesarstwem rzymskim" wskazuje na to, że pani prof. nie ma pojęcia o kontekście powstania ruchów mesjańskich w judaizmie, które wiążą się dokładnie z polityczną sytuacją panowania rzymskiego i są zjawiskiem politycznym, a nie religijnym sensu stricto... No i uznawanie wielkości Cyryla na podstawie jedynie wkładu w pokrętną teologię chrześcijańską, która przyniosła raczej cywilizacyjne wstecznictwo (przytoczona rola w "kształtowaniu mariologii" - tej nieszczęsnej doktryny, której żniwo zbieramy do dziś w postaci fobii seksualnej...) - no, to też troszkę naciągane. To tak jakby powiedzieć, że Lenin czy Mao to sumie źli byli, ale jednak zasłużyli się dla ludzkości, bo rozwijali doktrynę marksistowską.

Reasumując, bardzo mam mieszane uczucia wobec tego wywiadu...
-
drakaina
2010/12/25 19:42:59
PS. Co do tego mądrość - wiedza - moralność, to chodzi o takie głównie greckie przekonanie, że jak jesteś mądry/posiadasz wiedzę, to umiesz wybierać między dobrymi a złymi uczynkami, ponieważ rozumiesz ich znaczenie i konsekwencje. To oczywiście nie znaczy, że jak nie masz wiedzy, to jesteś zły, ale głupi może z głupoty/niewiedzy robić coś złego. Mało mi składnie to wyjaśnianie idzie, ale filozofia to moja słaba strona ;)
-
Gość: pawelm, *.ghnet.pl
2010/12/29 00:31:15
Ja mam mętlik w głowie. Czy ten Sol Invictus to Mitra? I dlaczego na archeowieściach (antiquitates.blox.pl/2010/12/Dies-natalis.html) prof. z UW mówi , że w grudniu Rzymianie czcili Saturna, a nie Słońce (czy też Mitrę)?
-
drakaina
2010/12/29 01:27:34
Rzymski kalendarz rozwijał się przez wiele stuleci, do starszych świąt dochodziły nowsze. Kult Mitry pojawił się prawdopodobnie na zachodzie dopiero jakoś w I w. CE, a rozpowszechnił w II i III. Z kolei Sol Invictus to dość późny kult, pojawia się gdzieś pewnie za Sewerów (początek III w.), ale oficjalnie zostaje uznany przez Aureliana (koniec III w.). Religia grecka i jeszcze bardziej rzymska zawsze miała tendencje do synkretyzacji podobnych bóstw pojawiających się w różnych miejscach świata. Już Herodot (V w. BC) opisując bogów egipskich daje im greckie "odpowiedniki". W kultach czasów cesarstwa ten synkretyzm jest bardzo silny, a na dodatek bóstwo Słońca gra ważną rolę w micie mitraistycznym... Mitraizm sensu stricto był kultem misteryjnym, podczas gdy kult Niezwyciężonego Słońca - "ogólnodostępnym". Ale sądzę, że w świadomości wielu ludzi te różne postacie bóstwa zlewały się w jedno. Na podobnej zasadzie ówcześni ludzie mogli akceptować, że jeśli władca w taki czy inny sposób reprezentuje bóstwo na ziemi (najmocniejsze to było w Egipcie, stąd bardzo mocny kult królewski od czasów faraonów po Ptolemeuszy), to może "stawać się" jednym z tym bóstwem.

Tak po prawdzie zastanawiałam się, czy w tym roku dać Sola czy Mitrę :) Mam zresztą zdjęcia pięknego reliefu z oboma i pewnie kiedyś tu wylądują.

A co do wypowiedzi na archeowieściach (link poszedł niewłaściwy, tu jest dobry, to niestety Niwiński momentami bredzi, ale on jest specjalistą od Egiptu faraońskiego, na dodatek cenionym bardziej przez media niż środowisko... więc PAP się wybitnie nie popisał zapraszając sobie rozmówcę.

Pozdrawiam :)
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/12/29 09:41:21
Z kolei Sol Invictus to dość późny kult, pojawia się gdzieś pewnie za Sewerów (początek III w.), ale oficjalnie zostaje uznany przez Aureliana (koniec III w.).

O, to ciekawe, że tak późno. Biorąc pod uwagę cytowane w twojej notce przemówienie, wydaje się, że przynajmniej dla tych bardziej świadomych filozoficznie/religijnie to był dość uniwersalny kult Absolutu, a nie jakiegoś prostego, ludowego bożka. W związku z tym nasunęło mi się pytanie: Czy ten kult nie był przypadkiem odpowiedzią na konkurencyjne chrześcijaństwo? Poza tym, ciekawi mnie, na czym polegała ta konkurencja, jeśli o wszystkich bóstwach, chrześcijańskich i nie, mówiono w podobny sposób.
-
drakaina
2010/12/29 12:46:07
@anuszka - raczej nie, bo chrześcijaństwo do III w. było stosunkowo mało konkurencyjne wbrew temu, co by chciała propaganda, bardzo długo te "nawrócenia" zwłaszcza wśród pań z wyższych sfer były raczej modą na szeroko pojęty judaizm. Prawdopodobnie pierwszym cesarzem, który w ogóle zwrócił uwagę na to, że jest jakaś nowa sekta, był Filip Arab (rządził 244-49, to jest już po Sewerach, w okresie tzw. anarchii), bo istnieją przekazy, że w ramach swoich podróży był również obecny na jakimś święcie, które wygląda na chrześcijańskie (niektórzy chcieliby w nim widzieć pierwszego cesarza chrześcijanina, ale nie ma na to żadnych dowodów - w sumie dowód mógłby być na coś znacznie ciekawszego: że była szansa na pokojowe współistnienie, ale wina za jej utratę leży raczej po stronie chrześcijan, a trochę zbiegu okoliczności - może gdyby spisek przeciwko Dioklecjanowi przygotowały inne siły, to historia potoczyłaby się inaczej, ale może też nie było innych sił, którym zależałoby na pozbyciu się tego wybitnego cesarza). Sęk w tym, że w przypadku Rzymianina poszanowanie dla religijnych zwyczajów innych ludów było dość zwyczajne, więc Filip Arab, kiedy trafił na takie święto, zapewne je po prostu "uświetnił swoją obecnością"...

Kult bóstw solarnych (w który zresztą mitologia chrześcijańska wpisuje się modelowo) to jeden z najstarszych kultów nie tylko indoeuropejskich. W Rzymie Apollo nie był jakoś powszechnie popularny (choć był np. osobistym bóstwem opiekuńczym Augusta po Akcjum), natomiast wszelkie wersje Heliosa jak najbardziej. Cesarze już wcześniej przedstawiali się w koronach promienistych, więc to oficjalne uznanie przez Aureliana za kult państwowy jest raczej administracyjnym potwierdzeniem pewnego faktu (nie wiem, jakie były np. praktyczne konsekwencje), podobnie jak później dekret Konstantyna, który wcale nie dawał chrześcijaństwu żadnej uprzywilejowanej pozycji.

Nawiasem mówiąc kult "Absolutu" (z braku lepszego słowa) jest obecny w tzw. religii filozofów już od dużo dawniej, w sumie nawet Echnatonowa herezja/reforma (jak kto woli ;) ma takie znamiona, a jest to ok. 1350 BC, i co więcej, niektórzy upatrują tu wpływy indoeuropejskie, mitannijskie, bo tego rodzaju koncepcje są prawdopodobnie wspólnym dziedzictwem Indoeuropejczyków.
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2011/01/01 15:56:28
ja: Czy ten kult nie był przypadkiem odpowiedzią na konkurencyjne chrześcijaństwo? Poza tym, ciekawi mnie, na czym polegała ta konkurencja, jeśli o wszystkich bóstwach, chrześcijańskich i nie, mówiono w podobny sposób.

drakaina: raczej nie, bo chrześcijaństwo do III w. było stosunkowo mało konkurencyjne wbrew temu, co by chciała propaganda

A więc może raczej można mówić o ogólnej atmosferze religijnej w tamtych czasach, w której o wszelkich bóstwach wypowiadano się w podobny, całkiem nowoczesny z naszego punktu widzenia sposób?
       Copyright

       

       

        Najlepsze Blogi