Blog > Komentarze do wpisu
Kleroteria

Już po ciszy wyborczej, ale tak po prawdzie dopiero teraz, kiedy portale na pierwszych stronach podają wyniki wyborów, przypomniało mi się, że mam gdzieś zdjęcia ateńskiej maszyny do przeprowadzania wyborów z V w. BC, czyli mniej więcej czasów szczytowej potęgi demokracji ateńskiej, która wbrew pozorom bardzo momentami niedemokratyczna była. System działania tzw. kleroterii był następujący: była ona wykonana z drewna lub kamienia, w którym wyżłobiono szeregi i rzędy otworów; do tych otworów wkładano brązowe tabliczki z imionami kandydatów (pinakia). Oprócz tych szczelin z lewej strony kleroterii umocowana była metalowa rura o lejkowatym wlewie na górze. Do tego lejka wsypywano czarne i białe kamienne kulki, które następnie spadały sobie na dół w przypadkowej kolejności. Wypuszczano je po jednej za pomocą rodzaju kurka, po jednej dla każdego poziomego rzędu tabliczek: biała oznaczała, że obywatele, których imiona zostały tam umieszczone zostali wybrani, czarna - że nie. Wybierano tak przede wszystkim ławników sądowych.

Proste, losowe - cóż, w Atenach każdy obywatel był zobowiązany do odbycia jakiejś formy służby publicznej, za którą zresztą nie był wynagradzany, dostawał jedynie rekompensatę za konkretne straty lub wydatki, jakie ponosił w związku z obowiązkami: np. zatrzymanie produkcji w warsztacie lub konieczność wynajęcia robotnika rolnego. Dlatego o najwyższe (wybierane w drodze głosowania, a nie losowania) stanowiska starali się jedynie najzamożniejsi, jako że wiele wydatków publicznych musieli finansować z własnej kieszeni. Jakkolwiek demokracja ateńska nie była wolna od wad, tak ten ostatni punkt warto by przemyśleć we współczesnym świecie...

Kleroteria

Kleroteria

Tabliczki brązowe

Tabliczki z imionami i czarna kulka

Kleroteria - rekonstrukcja

Rekonstrukcja kleroterii

Wszystkie eksponaty: Muzeum Agory Ateńskiej

poniedziałek, 22 listopada 2010, drakaina

Polecane wpisy

Komentarze
2010/11/22 14:24:33
Ciekawe, czy płacenie za inwestycje publiczne z własnej kieszeni zaowocowałoby tym, że w Polsce wreszcie przestano by budować kolejne kościoły. Bo to poniekąd jak podatek kościelny by było.
-
Gość: maarcuss, 178.73.49.*
2010/11/22 20:45:20
Jak dla mnie wystarczyłoby nawet to, żeby nasi politycy sami musieli sfinansować swoją kampanię wyborczą. Chociażby po to, aby udowodnić minimum zdolności organizacyjnych.
Losowanie na urzędy też można by rozważyć :)
-
2010/11/24 14:51:56
Pojawia się tu problem skali- to co się sprawdzało w kilkudziesięciu/kilkuset tysięcznym mieście gdzie uprawionych do udziału w loterii było zapewne i tak niewielu ( chyba około 50 tysięcy za Peryklesa) niekoniecznie sprawdzi sie w rozległym państwie jak Polska. Sama koncepcja jest jednak dosyć udatna - do pewnego stopnia losowość deniweluje różnego rodzaju próby zawiązywania się koterii i mafii zwanych współcześnie partiami politycznymi...
-
drakaina
2010/11/24 17:37:11
@kakaz - oczywiście, w skali dużego państwa taki system byłby niezwykle trudny do wprowadzenia. Np. kwestia obowiązkowości uczestniczenia w życiu publicznym (choć, poprawcie mnie jeśli się mylę, w USA chyba tak działa system jury w sądzie - dostaje się rodzaj "powołania" na de facto ławnika). Ale w skali lokalnej, jak chociażby rada dzielnicy? Może gdyby każdy musiał się choćby przez rok przyjrzeć realnym problemom okolicy, z ludzi zrobiliby się obywatele?
-
Gość: Rafał, 212.78.238.*
2010/12/09 16:02:30
Gorzej, kiedy by się okazało, że wylosowany kandydat jest znanym w okolicy złodziejaszkiem, półgłówkiem albo zwykłym menelem. :) Ja od dawna jestem za tym, żeby pozbawić praw wyborczych (zarówno czynnych jak biernych) wszystkie osoby korzystające z pomocy społecznej jak i skazane za przestępstwa. Wtedy można by rozważyć coś takiego.
-
Gość: inhet42, 212.160.111.*
2010/12/11 07:26:11
Ech, przecież dzisiaj działa to tak samo, tylko nie bezpośrednio, bo i demokracji bezpośredniej już nie mamy. Najbogatsi kupują sobie polityków do rządzenia w swoim zastępstwie , a potem z użyciem owych polityków odbierają sobie z nawiązką poniesione wydatki.
-
drakaina
2010/12/11 12:08:29
Tyle tylko, że akurat w starożytności - zarówno w Grecji jak i w Rzymie - działało to inaczej. Zamożny obywatel zostawał politykiem, bo było go na to stać, a nie po to, żeby "odbierać z nawiązką wydatki" (za piastowanie wysokich stanowisk publicznych - tych, o które się zabiegało - nie pobierało się żadnego wynagrodzenia - "odszkodowanie" dotyczyło tylko tych urzędów, które się otrzymywało "losowo"). Obowiązkiem wysokich urzędników było wystawianie budynków użyteczności publicznej z własnej kieszeni, choć oczywiście były również inwestycje finansowane z funduszy miejskich, a także zdarzały się niezbyt eleganckie zagrania - np. przebudowa Akropolu, sztandarowe propagandowe osiągnięcie Aten Peryklesa w V w. została po części sfinansowana ze środków Związku Morskiego czyli sojuszników Aten.

Ale zasadniczo wysoki urzędnik - archont w Atenach, konsul w Rzymie, ale też ci o stopień niżsi - rozliczany był po części z tego, ile sam zrobił dla państwa.

To wybierani, a ci losowani - cóż, nie sądzę, żeby byli bardziej przypadkowi od radnych dzielnicowych, których wybieramy w naszych wyborach, a także mniej od nich kompetentni i chętni do publicznej działalności ;)
       Copyright

       

       

        Najlepsze Blogi